Generalnie byłam odporna na Pratchetta – nie żebym
szczególnie go krytykowała, żeby mi się coś konkretnego nie podobało. Mój
stosunek do niego nie wynikał też zupełnie z niewiedzy. Ot, pożyczyłam kiedyś
jeden, przypadkowy tom, doczytałam do połowy, wynudziłam się, oddałam. Sumienie
miałam czyste, bo spróbowałam, ale nie rzucił mnie na kolana. I za nic nie
mogłam zrozumieć, na czym polega jego fenomen – czym się wszyscy zachwycają, co
mi umyka? No a teraz – zrozumiałam!
Niedawno na przyjęciu u znajomych ktoś polecił mi Pomniejsze bóstwa – nawet opowiedział
parę ciekawszych gagów, wystarczająco, by zachęcić, nie opowiadając całej
fabuły. Postanowiłam więc pożyczyć. I… nie powiem, że od razu przepadłam. Coś
jednak w tej historii i w sposobie jej opowiadania sprawiło, że codziennie
sięgałam po książką parę razy, by poznać dalsze losy bohaterów. I gdzieś w
okolicach połowy nagłe mnie olśniło – poczułam, że mnie wciąga. Tak jak czasem
zdarza się to z dobrymi powieściami, czas nagle zaczyna biec inaczej niż
zazwyczaj, kształty wokół się rozmazują, kolory stają się mleczne, a ty nie
możesz puścić dopóki nie doczytasz do końca. A tu jeszcze dodatkowo chwilami
nie możesz złapać tchu ze śmiechu.
Pomniejsze bóstwa
to trzynasty tom z cyklu „Świat dysku”.
Opowiada o mieście-światyni, Cytadeli, w której wyznaje się wiarę w
Jednego Wielkiego Boga Oma. Om ma wiele świątyń, posągów obrazujących go jako
byka czy łabędzia, ma mocno zhierarchizowany kościół, który organizuje wiarę
okolicznej ludzkości poprzez nabożeństwa, święte teksty, pozostawione przez
proroków. Nad czystością wiary czuwa Kwizycja, gotowa użyć wszelkich odstępnych
środków, by piekło niewiernemu zgotować już przed śmiercią. Wielki Bóg Om ma
też wiernych, bo jak wiadomo, boga przy życiu trzyma posiadanie chociażby
jednego wiernego. Ale czy na pewno tłumy ludzi galopujące przez Cytadelę
każdego dnia i modlące się do posągów wierzą?
To, co mnie ujęło w tej książce Pratchetta, i to, co pewnie
przyczynia się walnie do tak wielkiej popularności autora, to fakt, że jego
opowieści można odczytywać na wielu płaszczyznach. Z wierzchu mamy historię
boga i jego ludu, a także okolicznych państw i państewek. Sięgając odrobinę głębiej,
mamy satyrę na wady systemów religijnych, gdyż wiele mechanizmów, z Kwizycją na
czele (brzmi znajomo? ;)), odnaleźć możemy w wielkich religiach monoteistycznych.
Znalazło się tu również miejsce na politeizm, greckich filozofów, a nawet
prymitywne wierzenia małych plemion. Pratchett opowiada o tym w sposób tak niesamowicie
dowcipny, a jednocześnie mądry, pod warstwą prostej sarkazmu ukrywając proste
nieraz, ale głębokie prawdy, że po zakończeniu lektury czytelnik ma ochotę
tylko powiedzieć – Łał, i zamilknąć. A jeszcze gadający żółw w typie króla
Juliana czy Osła to już majstersztyk zupełny!
Toteż nie będzie to moje ostatnie spotkanie ze Światem
Dysku, gdyż zostałam oświecona i będę teraz wraz z innymi podążać za światłem
tych charakterystycznych okładek. A wszystkim, którzy tak jak ja nie czuli
iskry bożej w kierunku Pratchetta, polecam przełamać się i przeczytać Pomniejsze bóstwa. Chyba, że ktoś nie
lubi się śmiać.
A na koniec cytacie (niektóre książki mówią lepiej same za
siebie, niż ktoś za nie w recenzji):
- Są winogrona. To
chyba nie grzech, jeśli dam ci jedno winogrono. Masz ochotę na winogrono, mały
żółwiku? - zapytał.
- Masz ochotę zostać czymś obrzydliwym w najgłębszej otchłani chaosu? - zapytał żółw.
- Masz ochotę zostać czymś obrzydliwym w najgłębszej otchłani chaosu? - zapytał żółw.
Moja ocena: 5/6
Terry Pratchett Pomniejsze
bóstwa (13. Tom Świata Dysku)
Wyd. Prószyński i S-ka
2001
