O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opcop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opcop. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2017

Arne Dahl "Ostatnia para ucieka"

W ostatnich tygodniach czytam zdecydowanie wolniej. Nie wiem dokładnie z czego to wynika, może to już oznaka, że zima trwa zdecydowanie za długo, wszystko i zwolniło i życie ogólnie wygląda jakbym pełzła powoli w kierunku światła. Powolne czytanie ma swoje bezdyskusyjne plusy, wczuwam się bardziej w losy bohaterów, wychwytuję więcej szczegółów, jednak ma też swoją wadę – po ponad tygodniu spędzonym z tymi ludźmi, na tych sprawach, w tych miejscach, nie chce się wracać do innych światów, a już na pewno nie do własnego. I uczucie jest tym silniejsze, gdy na dłużej zasiedziałam się z bohaterami, których uwielbiam i których traktuję jak starych przyjaciół.

Jak zapewne kojarzycie, nie kupuję ostatnimi czasy prawie żadnych książek. Prawie, bo jednak od każdej reguły są wyjątki. Takim wyjątkiem jest kolejny, niestety już chyba ostatni, tom przygód policjantów z Opcopu, autorstwa Arne Dahla. Zwłaszcza, kiedy tom poprzedni autor zakończył tak potwornym cliff hangerem, że aż się chciało wyć z rozpaczy. Ostatnia para ucieka podejmuje fabułę tam, gdzie zakończyła się Ciuciubabka, z powrotem przywołuje na scenę starych znajomych jeszcze z czasów Drużyny A, mobilizuje cały zespół Opcopu, porusza do działania samego szefa Paula Hjelma, aby tylko dorwać swojego największego wroga i uratować świat.

Do tej pory każdy tom autorstwa Dahla opierał się na pewnym „schemacie” – kilka śledztw które w pewnym momencie łączyły się w jedno. Tym razem jednak, zważywszy na fakt, iż jest to ostatni tom, jedynym co mi przychodzi na myśl by scharakteryzować fabułę to „Wszystkie ręce na pokład”. Nie ma już powolnych, skrupulatnych śledztw. Jest wyścig z czasem, akcja niemalże na każdej stronie. Jest i komentarz do wydarzeń współczesnych autorowi, gdy pisał tą powieść, między innymi Occupy Wall Street, ale jest on wpleciony w wartko płynącą fabułę. Żaden z bohaterów nie jest traktowany ulgowo – poszczególne pary euro policjantów jedna po drugiej rozrzucane są po całym świecie, by w spektakularny sposób doprowadzić do zakończenia przerażającego i niemoralnego procederu. A zakończenie można przyrównać do sporej eksplozji fabryki materiałów wybuchowych.

Nie jestem chyba obiektywna, gdy piszę o książkach moich ulubionych autorów, a do nich zdecydowanie zalicza się Arn Dahl, i to od lat. Jednak Ostatnia para ucieka jest wyjątkowa, Dahl wziął wszystko co miał najlepsze ze wszystkich pozostałych powieści i stworzył arcydzieło. Teraz pozostaje mi tylko liczyć na to, że moi przyjaciele wrócą w kolejnej serii, lub rozpocząć tą przygodę od nowa, sięgając po Misterioso.

Moja ocena: 6/6

Arne Dahl Ostatnia para ucieka
Tłum. Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Wyd. Czarna Owca

Warszawa 2016

poniedziałek, 21 marca 2016

Arne Dahl "Gorące krzesła"

Nie wyobrażam sobie dnia, w którym przeczytam ostatnią dostępną książkę Arne Dahla i okaże się, że nic więcej nie będzie. Powieści tego szwedzkiego autora, przez jednym uwielbiane, przez innych mocno krytykowane, są ze mną od lat, każda kolejna premiera to dla mnie małe wydarzenie. I nie zmieni tego fakt, że nie każda z nich podoba mi się równie mocno, co poprzednia.

Po tym jak moja ukochana Drużyna A rozstała rozwiązana, a niektórzy jej członkowie przeszli do Europolu, przedmiotem nowego cyklu kryminalnego Dahla stała się inna nowatorska grupa policjantów – eksperymentalna jednostka operacyjna Europolu, złożona z oficerów pochodzących z krajów zjednoczonych Europy. Dla porządku – Europol to jedna z agencji Unii Europejskiej, której zadaniem jest głównie organizacja pracy krajowych policji w śledztwach międzynarodowych. Inaczej niż Interpol, Europol nie prowadzi dochodzeń sam w sobie, jedynie organizuje i ułatwia pracę innym. Dlatego te powieści Arne Dahla są jeszcze bardziej fikcją, niż większość tego typu książek. Co nie przeszkadza mi w pasjonowaniu się nimi. Jeśli bowiem ktoś nie napisałby książki o grupie gliniarzy z różnych krajów i kultur, pracujących razem, ja bym ją napisała. I nie byłoby to pewnie nic dobrego.

W każdej książce Arne Dahla bohaterowie prowadzą kilka oddzielnych śledztw, które w pewnym momencie okazują się ze sobą połączone. Tym razem autor nieco odszedł od konwencji. Opcop wraz ze swoimi krajowymi agendami prowadzą bowiem dochodzenie w sprawie kilku bardzo podejrzanych zgonów, o których wiedzą, że coś je łączy, ale nie wiedzą co. Jak to zwykle bywa z kryminałami skandynawskimi, i tutaj w tle śledztwa pojawia się tematyka ważna i kontrowersyjna dla współczesnych społeczeństw. Pisząc jednak jaki tym razem problem społeczny jest na tapecie, pewnie zniszczyłabym trochę lekturę tym, którzy chcą sięgnąć po książkę, wystarczy zatem jeśli powiem, że jest to kwestia coraz bardziej aktualna w dzisiejszych czasach.

Dahl nigdy nie obawiał się przesady i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, stawiał swoich bohaterów w sytuacjach bez wyjścia, a oni znajdowali wyjście w stylu McGyvera. Jednym może to razić, dla mnie jest to znak rozpoznawczy tych powieści i część rozrywki w trakcie czytania. W Gorących krzesłach  jednak autor sporo przyszalał, jednak suma summarum wszystko to miało ręce i nogi i dostarczyło mi masę wrażeń. Jednak tym, co najbardziej uwielbiam w tych książkach, i co trudno mi znaleźć w innych kryminalnych seriach, to praca zespołowa. Arne Dahl tworzy wyjątkowe postaci, o czym można się przekonać chociażby na podstawie Marka Kowalewskiego, jednego z członków  Opcopu. Takiego polskiego gliniarza, zdałoby się, może stworzyć tylko polski autor, a tu takie zaskoczenie. Tu nie ma miejsca na one man show, nie ma jednego geniusza i bandy popychadeł. Tu są sami wartościowi i wykwalifikowani policjanci, a każdy z nich jest osobną, pełnokrwistą postacią ze swoimi doświadczeniami, wadami i zaletami. O ile bowiem inne cykle kryminalne zaznaczają że ważna jest praca zespołowa, o tyle gdy przychodzi co do czego, tylko jeden bohater zdaje się ogarniać o co chodzi. Tutaj wszyscy ogarniają.  Mimo zatem ogólnego szaleństwa, jakie panowało w Gorących krzesłach, powieści Dahla jeszcze długo mi się nie znudzą.

Moja ocena: 4,5/6

Arne Dahl Gorące krzesła
Tłum. Dominika Górecka
Wyd. Czarna Owca

Warszawa 2016

czwartek, 30 lipca 2015

Opcop


Pierwszy wewnętrzny okrzyk radości – kiedy w zapowiedziach wydawnictwa pojawia się TO nazwisko, którego już obawiałam się tam nie zobaczyć. Potem tygodnie oczekiwania. Tydzień przed premierą niecierpliwe nawiedzanie Empików dzień po dniu w nadziei, że u nich pojawi się wcześniej. Wreszcie jest. Mogłabym zacząć czytać od razu na przystanku, ale postanawiam poczekać – co nagle to po diable, a ja nie mam do piątku czasu na bycie wciągniętą bez reszty. Wreszcie nadchodzi ten dzień. Pierwsza strona – lista członków nowej grupy. Kilka nowych twarzy, owszem, ale przede wszystkim – niektórzy członkowie Drużyny A. Szybki rzut oka i rozczarowanie – na liście nie ma mojego ulubionego bohatera. Emocje podobne jak przy odczytywaniu listy przyjętych do liceum. Kilkadziesiąt stron później – jednak pisk radości. Jon Anderson jednak tam jest. A potem już jazda bez trzymanki – Sztokholm, Haga, Nowy Jork, Ryga, krakowskie Swoszowice (!), Londyn, Berlin…

Jeśli idzie o książki Arne Dahla, mam na ich punkcie absolutną obsesję. Dopiero co skończyło się u nas wydawanie wszystkich tomów o przygodach Drużyny A, a już wydawnictwo czarna Owca rusza z kolejnym cyklem powieści o jednostce operacyjnej Europolu, do której zrekrutowano kilkoro byłych członków Drużyny. Wraca Paul Hjelm i Kerstin Holm, znów spotykamyi Arto Soderstedta i Jorge Chaveza, jest Sara Svenhagen i mój ulubiony Jon Anderson. Kilkoro pozostałych przeszło na zasłużoną emeryturę, autor na szczęście wypisał z fabuły (przynajmniej na razie) Lenę Lindberg. W nowej grupie poznajemy najlepszych gliniarzy z całej zjednoczonej Europy. Co cieszy, pojawia się również polski wątek z Markiem Kowalewskim, który początkowo nie robi dobrego wrażenia, ale później ciężko pracuje na swoją dobra opinię. Tym czasem przestępczość, wraz z rozwojem Unii, zmienia się i korzysta w pełni z wolności, które daje Wspólnota. Śledztwa szwedzkie, włoskie, niemieckie, łotewskie i brytyjskie siłą rzeczy muszą połączyć się pod egidą jednej, międzynarodowej grupy. Świetnie oddaje to fragment blurba z okładki: „Przestępczość nie zna granic. Dlaczego policja miałaby je znać?”.

Chciałam kiedyś napisać powieść sensacyjno-kryminalną. I ona miała wyglądać dokładnie tak samo, jak Głuchy telefon. Jota w jotę, tylko u mnie byłby jeszcze firmowy samolot, a u Dahla jest lepszy język. Zdarzyło wam się kiedyś uczucie,  że autor sięgnął wam do umysłu i wyciągnął dokładnie to, co chcieliście przeczytać? Mnie się to zdarzyło po raz pierwszy. I to było najbardziej odjazdowe uczucie w życiu.  W mojej ocenie duże odzwierciedlenie ma mój emocjonalny stosunek. Do tego autora, do bohaterów, do tego, co razem z nimi przeszłam. To taka przyjaźń na dobre i na złe, która nie zmieni się, nawet jeśli któryś kolejny tom nie będzie tak dobry jak poprzedni. Nowy cykl jest tak samo dobry jak poprzedni, ale różnice są znaczące, nie ma odgrzanego kotleta, ale jest ta sama dynamika grupy, która czyniła Drużynę A tak wyjątkową.

Dziękuję ci, Arne Dahlu, za takie książki.

Moja ocena: 6/6

Arne Dahl Głuchy telefon
Tłum. Robert Kędzierski
Wyd. Czarna Owca

Warszawa 2015