O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

środa, 2 stycznia 2019

2018 rok w książkach


Postanowieniem noworoczny, z jakim weszłam w 2018 rok, było przeczytać 100 książek. Nie chodziło o żaden wyścig, nawet chyba nie umieściłam tego założenia nigdzie w przestrzeni publicznej, tym bardziej kolejny rok nie zgłosiłam się do wyzwania na stronie Goodreads (z jakiegoś powodu bardziej mnie ono demotywowało niż zachęcało do czytania. Arbitralnie wybrana, okrągła liczba 100 miała być po prostu wyznacznikiem mojej chęci, by czytać jak najwięcej, po tym jak uzmysłowiłam sobie że z moim tempem czytania przeczytam do końca życia jeszcze tylko około 3000 pozycji, a tych, które mnie interesują, jest chyba znacznie więcej.

Ale przede wszystkim zdecydowałam, iż będę czytać tylko dobre książki. Takie, które mnie interesują, które mnie wciągają, które mnie bawią, uczą, i które chcę polecić znajomym. Nie mam czasu na słabe pozycje, dlatego 2018 rok był też rokiem nagminnie porzucanych lektur. Kiedyś ktoś mi zarzucił w komentarzach, że recenzuję tylko czwórkowe, piątkowe i szóstkowe książki, że wszystko mi się podoba. Wtedy wzięłam to za krytykę, dziś zdecydowanie jestem z tego dumna. Nie mam już ochoty na czytanie gniotów tylko po to, by na blogu było bardziej różnorodnie (chyba, że gniot mnie bawi, jak Komisarz Pauliny Świst).


Przeczytałam ostatecznie 97 pozycji – wiele z nich może nie wyrywało z kapci, ale w większości były to co najmniej przyzwoite lektury. Pomiędzy nimi, jak co roku, znalazło się kilak prawdziwych perełek. Nawet nie liczyłam, ile ich jest, po prostu króciutko Wam o nich opowiem:

  1. Dzień dobry, północy – Lily Brooks-Dalton – pozycja o której przeczytałam na blogu Miasto Książek. Zaraz po recenzji Pauliny byłam już na stronie sklepu z ebookami. Jest to obłędnie piękna i spokojna opowieść o dwójce ludzi w obliczu nieznanej katastrofy. Nie wiemy co się stało z ludzkością, ani czy Ziemia nadaje się jeszcze do zamieszkania. Wiemy jedynie, że na stacji polarnej i na statku kosmicznym znajdują się ostatni potomkowie homo sapiens, którzy powoli i nieuchronnie uzmysławiają sobie, że są sami. Powieść Brooks-Dalton znajduje się daleko poza moją strefą komfortu, i może dlatego tak silnie na mnie zadziałała.
  2. Wszystko czego wam nie powiedziałam – Celeste Ng – powieść obyczajowo psychologiczna. Młoda dziewczyna pewnego dnia znika, a w trakcie coraz bardziej gorączkowych poszukiwań jej rodzina przepracowuje wspomnienia sprzed lat. Teraz na stosiku czeka druga książka tej autorki, która dla mnie jest objawieniem.
  3. Złodziejka książek – Markus Zusak – Razem z Zuzanną Sardegnią z bloga Książki Sardegny postanowiłyśmy zabawić się równoległe czytanie. Pamiętacie, kiedy w szkole wszyscy naraz czytali jedną lekturę? My wybrałyśmy hit wydawniczy, którego obie nie czytałyśmy, i obie zgadzamy się, że niektóre bestsellery są naprawdę warte tego, by czytały je miliony. I to jest taka książka.
  4. Ostatnia bitwa templariusza – Arturo Perez-Reverte – 2018 rok był też rokiem, kiedy po raz pierwszy w życiu trafiłam na stół operacyjny. Planowany zabieg się udał, a ja w trakcie rekonwalescencji wygrzebałam u rodziców zapomnianą przez mnie książkę. I przypomniałam sobie, dlateczo Perez-Reverte przez lata był moim ulubionym autorem. Nie wiem, co wciągało bardziej – przerażająca zagadka zabójczego kościoła, James Bond w koloratce czy piękna Sewilla w tle.
  5. Zbrodnie prawie doskonałe – Iza Michalewicz – Czytałam, z racji wykształcenia i zainteresowań, bardzo wiele pozycji z rodzaju „true crime”, oraz fragmentów akt prawdziwych zbrodni. Pierwszy raz po lekturze bałam się zasnąć. Bardzo silna pozycja dla czytelnika o mocnych nerwach.
  6. Bóg zapłać – Wojciech Tochman – reportaże o Polsce, które wstrząsają nawet, gdy już się je kiedyś czytało w innym zbiorze.
  7. Zabójcza biel – Robert Galbraith – wyczekiwana przez mnie od lat kolejna odsłona przygód Cormorana Strike'a nie zawiodła mnie. I znów przede mną lata oczekiwania.
  8. We should all be feminists – Chimamanda Ngozi Adichie – pogłębiony zapis słynnego przemówienia nigeryskiej autorki na jednej z konferencji TedEx. Pozycja obligatoryjna dla każdego, kto chciałby naprawdę zrozumieć, czym jest feminizm, i dlaczego każdy z nas powinien być feministą.
  9. Cudowny chłopak – R.J. Palacio – najpierw książka, potem film. Oba urocze, ciepłe i przywracające wiarę w ludzkość.

Ale dobrych książek było w tym roku znacznie więcej. Przede wszystkim odkryłam nowych ulubionych autorów kryminałów. Kryminały pod psem Marty Matyszczak bawią mnie do łez chociażby dlatego, że mamy w rodzinie swojego Gucia, który dzielnie reprezentuje rasę kundel odmiana schroniskowy. A i Rufusa można odnaleźć na kartach tych powieści. Wojciech Chmielarz, ku mojej radości, zdążył opublikować sporą ilość pozycji, więc nuda mi nie grozi. Na targu staroci odkryłam ramotki Georgesa Simenona – malutkie kryminały o komisarzu Maigrecie, które zajmują teraz to samo miejsce na półce, co Conan Doyle i Agatha Christie. Wreszcie też sięgnęłam po zalegające na półce kryminały kubańskie Leonardo Padury.

Z ulubionych autorów n ie tylko J. K. Rowling mnie rozpuściła; na początku roku pojawiły się na rynku dwie nowe powieści Arne Dahla, z kapitalnym klimatem skandynawskiego thrillera.

Reportażowo wzniosłam się na wyżyny – byłam w Chinach (Przez drogi i bezdroża), na Coney Island (Wszyscy jesteśmy dziwni), w Norwegii (Dzieci Norwegii), przemierzałam Stany z bronią w ręku (Wolność i spluwa) i wspinałam się na Broad Peak z Jackiem Hugo-Baderem. Byłam w Białymstoku i Czarnobylu. Oraz w Japonii (Kwiaty w pudełku i Rekin z parku Yoyogi).

W tej ostatniej nie tylko książkowo, ale i fizycznie. W maju spędziłam miesiąc podróżując po Tokio, Osace, Kioto i okolicach tych pięknych miast. Zdecydowanie była to przygoda życia, nie zawsze łatwa, ale bardzo w moim życiu ważna. Człowiek wiele się o sobie dowiaduje w takich chwilach. 2018 rok to mój początek trudniej miłości do Japonii.

Lokalnie również sporo się działo. Czytając Fakap – moja przygoda z korpoświatem, rzuciłam pracę i przeniosłam się do zupełnie innej branży. Przed wizytą w szpitalu niezbyt rozsądnie wybrałam do czytania książkę MaliBogowie. O znieczulicy polskich lekarzy. Na szczęście mój lekarz jest nie tylko świetny fachowcem, ale i wspaniałym człowiekiem. Pod koniec roku zaś zapoznałam się ponownie z wadami polskiego wymiaru sprawiedliwości poprzez książkę Justyny Kopińskiej Z nienawiści do kobiet i wstrząsającą opowieść o 18 latach więzienia za niewinność, historii Tomasza Komendy.

Było tego więcej. I liczę na to, że będzie jeszcze więcej w 2019 roku, a każda pozycja nie tylko wyrwie mi kawałek duszy, ale i zostawi coś w zamian.




1 komentarz:

  1. 97....to trzy razy więcej niż ja...nieraz się zastanawiałam, czy ja nawet w czasie, gdy naprawdę intensywnie czytałam przeczytałam w roku takie ilości książek...o jakich czytam na blogach...

    Życzę w tym nam panującym 2019 samych dobrych lektur...

    OdpowiedzUsuń