O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

sobota, 27 czerwca 2015

Jak nie sprzątać

Ostatnio cały świat oszalał na punkcie Magii sprzątania. Dosłownie – każdy blog, każdy vlog, każde czasopismo, boję się otworzyć konserwę… Nie będę ukrywać, strasznie się na tą książkę cieszyłam, długo miałam ją w angielskiej wersji w schowku na Amazonie, ale kiedy ukazała się u nas, zainwestowałam. Zwłaszcza, że jest tak ładnie wydana. I powiem Wam, że to jest chyba ten przypadek, kiedy marketing robi robotę.

Powiedzieć, że bardzo mi się ta książka nie podobała, to nic nie powiedzieć. Wymęczyłam ją (bo skoro już kupiłam, to chociaż przeczytam), nie wyciągnęłam z niej ani jednej pożytecznej nauki, autorka swoim sposobem pisania doprowadzała mnie niejednokrotnie do irytacji. Owszem, na początku Marie Kondo mówi jedną sensowną rzecz – nikt nikogo nie uczy teraz sprzątać, ludzie uczą się gotować, szyć, ale nie sprzątać. A jest to jednak ważna kwestia w codziennym życiu, umiejętność uporządkowania przestrzeni wokół nas na pewno wpływa na poprawę jakości życia – szybciej znajdujemy rzeczy, nie niszą się one tak bardzo, nie irytujemy się, gdy nie możemy odnaleźć potrzebnego przedmiotu. Jednak drogi, jakimi Kondo dochodzi do idealnych metod sprzątania – tu już się zupełnie nie zgadzamy.

Ponieważ są to idealne metody sprzątania, ale dla niej. Zapewnie również dla wielu innych osób, jednak przedstawianie metody KonMarie (czy można było nadać temu bardziej pretensjonalną nazwę? Czy nadawanie kilku trikom miana metody nie jest już przesadą?) jako prawdy objawionej, jedynego słusznego sposobu na życie, to impertynencja i egocentryzm. I tym mi ta książka zieje od początku do końca. Jeśli do tej pory składałeś koszulki inaczej – robiłeś to źle. Nie rozpakowywałaś torby codziennie po powrocie do domu – też źle. Co jednak znacznie gorsze, wąskie horyzonty i zainteresowania autorki, i może osób z którymi się styka, prowadzą ją bezpośrednio do stwierdzeń typu „ja tak nie robię, więc nikt tak nie robi” albo „nie znam nikogo, kto by tak robił”. Serio, Marie, weź się ogarnij.

Nie przemówiła do mnie rada, aby wyrzucić wszystkie instrukcje, bo przecież „lepiej zadzwonić na infolinie i zapytać, niż samemu próbować zrozumieć”. Nie, akurat uważam, że lepiej samemu zrozumieć, z instrukcją czyż bez, niż zadawać głupie pytania na prawo i lewo. Ludzie na infolinii też mają lepsze rzeczy do roboty niż tłumaczyć idiotom, do czego służy ten wielki, czerwony guzik. Dalej – nikt nie używa monet ze skarbonki. Ja używam. Od kilku lat zbieram tzw. „resztę”, a po uzbieraniu pewnej kwoty może zrealizować jakieś swoje małe marzenie, kiedy na przykład kupiłam książki na kurs włoskiego. Co jeszcze? Nikt nie czyta książek, które leżą na półce od lat. Nie muszę się tu chyba wypowiadać. (OK, może nie trwa to szybko, ale jednak czytam książki, które mam na półce już kilka lat).

I na pewno nie zamierzam dziękować rzeczom, za to, że robią co do nich należy. Wystarczy, że gadam do psa, nie potrzebuję jeszcze prowadzić ożywionych dyskusji z moją torebką, butami czy kleistą rolką do usuwania sierści z płaszcza.

Dałam temu ocenę „2” tylko dlatego, że udało mi się jednak doczytać to do końca, i faktyczny sens ma dla mnie proponowana kolejność sprzątania rzeczy. Ale to wszystko. Możecie kupić lepsze książki o sprzątaniu.

Moja ocena: 2/6

Marie Kondo Magia sprzątania
Tłum. Magdalena Macińska
Wyd. Muza

Warszawa 2015

17 komentarzy:

  1. Nikt nie uczy sprzątania - no a Perfekcyjna pani domu? ;) Nie, serio, wydaje mi się, że dziś ludzie do wszystkiego potrzebują wskazówek, nawet do tego, co intuicyjnie może ogarnąć każdy, kto nie jest idiotą. Przekaz jest taki, że do najbanalniejszych rzeczy, jak sprzątanie - potrzebujemy porad eksperta. I potem rekordy biją takie książki, jak Marie Kondo. Taki sam przekaz płynie ze zdania „lepiej zadzwonić na infolinie i zapytać, niż samemu próbować zrozumieć", czyli "po co używać swojego mózgu". Ja uważam, że po pomoc zwracamy się wtedy, gdy już sami naprawdę nie potrafimy czegoś ogarnąć, a nie od razu, bo nie chce nam się pomyśleć (i dlatego wolimy zawracać d... innym). Żenada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, wydaje mi się, że dużo ludzi nie wyniosło jednak kwestii sprzątania z domu - a ni tego, że trzeba to robić, ani tego, jak należy się do tego zabrać. Skoro uczą gotować, to niby dlaczego nie mieliby uczyć sprzątać? Nie jest to książka o odkurzaczu itp. tylko o sposobie przechowywania rzeczy, a tu już problem jest o tyle spory, że dla wielu wkładanie rzeczy tak, żeby je było łatwo znaleźć, wyjąć, włożyć z powrotem i żeby się nie niszczyło stanowi wyzwanie. Jak ktoś nie czuje potrzeby, przecież nie ma przymusu. Jak ktoś czuje, jak ja, to sięga i po taką literaturę.

      A też ta książka jest żenująca, to nie podlega dyskusji. Takich "perełek" w stylu dzwonienia na infolinię zamiast sięgania po instrukcję jest tu więcej. Dużo więcej.

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że gotowanie to jednak dużo bardziej skomplikowana sprawa, niż sprzątanie, ale ok - miałam na myśli to, że teraz każdy element życia zawłaszczają tzw. eksperci, dając ludziom do zrozumienia, że bez profesjonalisty to ani rusz...

      Usuń
    3. A, to tak :) Tu się zgadzam :)

      Usuń
  2. Ha, a ja pierwszy raz słyszę o tej książce. Ale mam wrażenie, że jednak Polacy, w odróżnieniu od Brytyjczyków i Amerykanów, takiej książki w większości nie potrzebują - mamy jednak wdrukowane to sprzątanie w sobotę, świąteczne porządki itd., a PRL nauczył nas lub naszych rodziców oszczędzania, zbierania, kombinowania czegoś z niczego i tworzenia wokół siebie przyjaznego otoczenia w nieprzyjaznej rzeczywistości - to następnie przekazujemy dzieciom. Nie jestem perfekcyjną panią domu, a jednak w niemal każdą sobotę wyciągam odkurzacz, moi koledzy i koleżanki w większości robią to samo, a pochodzą z różnych stron i różnych rodzin. Oczywiście zdarzają się tacy, co nie wiedzą, do czego służy pralka, ale ta książka podejrzewam chyba też nie jest dla nich ;)

    A co do korzystania z instrukcji, to aż mi się nóż w kieszeni otworzył. Serio? Czy autorka próbowała kiedyś dzwonić na jakąkolwiek infolinię (twoje połączenie jest ósme w kolejce... wszyscy nasi konsultanci prowadzą teraz rozmowy...) albo znaleźć w internecie, do czego służy mały zielony guziczek na modelu pralki sprzed piętnastu lat nieistniejącej już firmy? A zerknięcie do instrukcji to kilka chwil.

    I resztę też zbieram. Poczułam się dumna i do przodu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj autorka nie tyle porusza kwestie sprzątania w sensie brudu, ile porządkowania rzeczy. Samo w sobie założenie zacne, jednak wykonanie w tym wypadku woła o pomstę do nieba.

      Usuń
  3. A czy był tam rozdział o bałaganiących współdomownikach? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był! Ponoć ogarnianie własnego syfu sprawia, że otaczające nas osoby też mają ochotę ogarnąć swój syf. Nie wiem, nie miałam pod ręką próbek do badań :)

      Usuń
    2. Jak babcię kocham, zacznę to wdrażać, ciekawe czy zadziała na trzylatkę i sześciolatka. :D

      Usuń
  4. No i zawsze możesz prowadzić dyskusje ze znajomymi na przystanku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kolega się znajduje w wyższej kategorii rozmówców, nieporównywalnej do torebek :)

      Usuń
  5. Te rady są rzeczywiście zabawne. Ja mam pełno książek, które leżą od lat na półce i czekają na przeczytanie. I co, mam je wywalić? I co, moja skarbonka też jest już ble? Nie no, podziękuję za takie "mądrości" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - książki wywalić, skarbonkę zlikwidować, ale za to rozmawiać ze skarpetami :)

      Usuń
  6. Mnie się to dobrze czytało, i właśnie odebrałam jej rady jako takie nie narzucające, bez tej całej pretensjonalności jaką prezentuje Loreau w Sztuce prostoty. Ale zgadzam się, że metody po pierwsze w większości znane z innych tego typu pozycji, po drugie ubawiło mnie rozmawianie z przedmiotami, dawanie odpoczynku skarpetkom, a już wyrywanie z książek kartek - to było u mnie WTF i tyle w tym temacie. Nie uważam, że można porządkować raz w życiu i że musi to być proces jednorazowy, wręcz przeciwnie u mnie trwa już w sumie 3 lata i jeszcze trochę potrwa. Ale podobało mi się, że Kondo proponuje, żeby wybierać rzeczy, które chcemy zostawić, a nie te które chcemy wyrzucić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba ten nowy trend - Joanna Glozaga proponuje to samo

      Usuń
    2. To mnie z kolei bardziej podeszła Loreau niż Kondo. Ta ostatnia wydała mi się napuszona, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Zapewne negatywne wrażenie po lekturze w dużej mierze spowodował właśnie taki a nie inny odbiór tego, jak pisze, a nie o czym. Wyrywanie kartek - to mnie też uderzyło, ale wtedy lista negatywów była już i tak długa. Też to u mnie trwa i kilka miesięcy, i wiem, że jeszcze potrwa, na ten przykład vlogerka, którą uwielbiam oglądać, przez ponad trzy lata odgruzowywała swoje życie - po prostu na początku procesu jesteśmy bardzo przywiązani do niektórych rzeczy, a potem to się zmienia, ale na to trzeba czasu.

      joly_fh - Glogaza zanim napisała książkę pisała o tych wszystkich książkach, które my też czytałyśmy, m. in. ww. Kondo, ale i "Mniej" Sapały i zapewne kilka innych. Więc w sumie to jest to samo :)

      Usuń
  7. Ja podczas sprzątania uczę sie włoski kurs szczecin online w Preply http://www.sic-egazeta.amu.edu.pl/index.php?t=2737 z włoszką i przyznam, że często wymieniamy się opinami na temat ogarnięcia przysłowiowego bajzlu z czego mamy sporo śmiechu )))

    OdpowiedzUsuń