O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

niedziela, 28 czerwca 2015

Autorzy, których chciałabym poznać

Chyba każdy, kto regularnie czyta i komentuje na blogach książkowych, przynajmniej raz w życiu napisał pod postem „Muszę wreszcie sięgnąć po tego autora!” Wydaje mi się, że ja dosyć często tak piszę, albo wzdycham ze smutkiem na spotkaniu książkoholików, w odpowiedzi na rekomendację jednego ze współuzależnionych. Ze smutkiem, bo książek tak dużo, czasu tak mało, i w ogóle jak to wszystko ogarnąć?

Już od jakiegoś czasu kompletowałam sobie listę tych autorów, których chciałabym kiedyś przeczytać (w sensie ich książki), a potem ją zgubiłam. Za Chiny Ludowe nie wiem, gdzie ona może być. Dlatego zamiast tworzyć  kolejną kartkę, którą zgubię, spróbuję zrekonstruować ją tutaj, na blogu. A wy powiedzcie mi, czy znacie i polecacie szczególnie kogoś z poniższej listy.

1.       Matthew Quick – przede wszystkim w planach mam od dawna Poradnik pozytywnego myślenia, która to książka była bardzo silnie obecna w zbiorowej świadomości przy okazji filmu, Oscara itd… Jednak również młodzieżowe powieści tego autora zbierają same pochwały, w moim umyśle plasując go tuż obok Johna Greena, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli zatem wzdycham do czegoś „Kiedyś cię przeczytam”, to na pewno są to książki Matthew Quicka.

2.       Jo Nesbo – jestem chyba ostatnią osobą na globie, która nie sięgnęła jeszcze po ani jedną książkę Norwega odpowiedzialnego za jeden z najlepiej sprzedających się cykli skandynawskich kryminałów. Tylko i wyłącznie dlatego, że jakoś nie może mi wpaść w ręce pierwszy tom. Ot i cała historyja.
3.       George R. R. Martin – tak, wiem, książki swoje, serial swoje, ale ja i tak nie będę mogła ze spokojnym sumieniem zobaczyć serialu, jeśli chociaż nie spróbuję przeczytać powieści. A rozmiary każdej części tego cyklu jakoś nie nastawiają na szybką lekturę…
4.       Marcus Zusak – nie czytałam ani Złodziejki książek, ani Posłańca, chociaż ten ostatni czeka już na swoją kolej na półce. A bodzie mnie w oczy tym bardziej, że co i rusz natrafiam na odniesienia do powieści tego autora w innych książkach. Wiecie, jak to jest.
5.       Lew Tołstoj – tu nie pytam, czy ktoś zna. Po dokonaniu rachunku sumienia wychodzi na to, że nigdy nie przeczytałam żadnego utworu, który by wyszedł spod pióra tego pana. Dlaczego? Zapewne dlatego, że żadna z nich nie była mi obowiązkową lekturą w szkole, a im starsza jestem, tym jakoś trudniej mi się grawituje w kierunku trudniejszych lektur. Nie, żebym nie chciała tego zmienić, ale chyba jeszcze nie w te wakacje.
6.       Gaja Grzegorzewska, Olga Rudnicka, Katarzyna Bonda – absolutnie nie uważam, żeby to było wszystko to samo i dlatego wrzucam do jednego wora, tylko w trakcie pisania tego posta uzmysłowiłam sobie, że pojawiło się na naszym polsko-kryminalnym firmamencie kilka autorek, które polecają blogerzy, i z których dorobku chciałabym przeczytać chociaż po jednej książce i przekonać się na własne oczy i na własny mózg, czy mi się spodobają, która bardziej i w ogóle jaki to styl.
7.       Magda Szabo – wy młodzi nie pamiętacie, ale dawno, dawno temu na blogach szalała prawdziwa szabomania. Gdzie człowiek nie wszedł, natrafiał na tekst o jednej z jej książek, pomieszany z ubolewaniem, że tak trudno je gdzieś dostać. Do tego stopnia, że Rynek się ruszył i chyba wydał kilka wznowień powieści tej węgierskiej pisarki. Teraz trochę ucichło, ale nie zapomniałam ówczesnych zachwytów. Może w te wakacje wreszcie zapoznam się z tą panią, przy okazji urlopu na Węgrzech?
8.       Alex Cava, Robin Cook – nie wiem dlaczego, ale w mojej świadomości te dwa nazwiska występują jako przedstawiciele tej samej kategorii. Ta pierwsza to wprawdzie thrillery psychologiczne, ten drugi – medyczne, ale oboje z Ameryki. I żadnego nie znam z czytelniczej autopsji.




To chyba tyle, chociaż z tyłu głowy coś mi buczy, tak jakbym o czymś jeszcze zapomniała. I pewnie tak jest, ale nazwiska podane powyżej wydają mi się tymi najbardziej pilnymi, których nieznajomość ciąży mi najbardziej. Nie wiem, jak to jest, ale mimo, iż lubię poznawać nowych autorów, to kiedy jestem zmęczona, chętniej sięgam po znajomych autorów, co nie zawsze przecież kończy się dobrze, bo nie każda książka danej osoby będzie równie dobra jak poprzednie. Dlaczego więc lista „muszę poznać” staje się coraz dłuższa?


A kogo wy macie na takiej liście?

10 komentarzy:

  1. Hmmm... Aż ich za dużo. Na pewno Donovan, ciągle czaję się też na Agathę Christie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic się nie martw, ja też mam taką listę, ale nie spisuję... w głowie.
    Z Twojej sporo nie czytałam, ale co tam... cieszy mnie to co czytam :)
    Tobie życzę powodzenia w poznawaniu. A masz książki wszystkich tych autorów, których wymieniłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Nesbo i Zusaka też nie czytałam... :P

      Usuń
  3. Ciekawy temat. Moja lista raczej nie byłaby podobna do Twojej, bo za kryminałami i thrillerami nie przepadam, a już zwłaszcza, jeśli coś jest na ustach wszystkich, jak teraz Nesbo, Martin czy u nas Bonda. Taki ze mnie przekorny osobnik :) Za to podpisuję się pod Magdą Szabo, bo blogowy szał nie umknął mojej uwadze i pomyślałam wtedy, że to może być ciekawa autorka, ale jakoś tak nigdy „się nie złożyło”.

    Tołstoja oczywiście polecam gorąco, choć sama mam do nadrobienia jeszcze „Wojnę i pokój”. „Anna Karenina” jest po prostu genialna i kropka. Zusak też jest ciekawy, nie są to jakieś literackie wyżyny, ale całkiem przyjemnie się czyta, zarówno „Złodziejkę książek” jak i „Posłańca”. W „Złodziejce” temat poważniejszy i bardziej chwyta za serce.

    Na mojej liście – tak na szybko, patrząc tylko po tych zalegających na półce – Henry James, Oriana Fallaci, Fernando Pessoa, Knut Hamsun, George Eliot, Izaak Babel, Günter Grass, Hans Fallada, Hermann Hesse, Boris Vian... no i wciąż jeszcze masa Czechów. Czechów nigdy za wiele :).

    OdpowiedzUsuń
  4. W pewnym momencie przestałam układać takie listy. Dlaczego? Bo jeśli nie sięgnęłam po danego autora czy książkę od razu, gdy o tym pomyślałam, prawie nigdy nie robiłam tego później:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jesteś ostatnią, bo ja jeszcze Nesbo nic nie znam...
    Zusak też przede mną....ktoś mnie bardzo namawiał....
    Tołstoj...do powtórki....
    Cooka już znam z jednej książki.
    A sama nie mam takiej listy...po prostu patrzę na to co mam i wybieram...kolejną do czytania. Czasem podbiorę jeszcze coś nowego z biblioteki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nesbo, Martin i Szabo są świetni :) "Złodziejka książek" bardzo mi się podobała, ale przez "Posłańca" już nie przebrnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Robin Cook jest świetny - polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,
    nie wiem czy widziałaś u mnie, ale ja lubię pomagać ludziom... :)
    Tobie też postanowiłam pomóc i zmobilizować, liczę że pobawisz się z nami :)
    http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2015/07/indywidualne-wyzwanie-czytelnicze-18.html

    OdpowiedzUsuń