O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

piątek, 9 marca 2012

Słodkie małe kłamczuchy i dziewczę z piekła rodem


Pewnie nigdy nie zabrałabym się za czytanie tej książki, gdyby nie wyzwanie Trójka e-pik, które w tym miesięcy wymaga od uczestników przeczytania jednej książki z gatunku literatura młodzieżowa. Jeśli o mnie chodzi, to jest to prawdziwe Wyzwanie, bo sama z własnej woli dosyć rzadko sięgam to tego typu literaturę. Po „Kłamczuchy” sięgnęłam z dwóch powodów: oglądałam serial, który jest świetny, a książka na trochę ponad 200 stron (a ja mam niewiele czasu na czytanie). Podejrzewałam, że może to być książka tak kiepska, że rzucę nią po kilku stronach, ale okazało się, na szczęście, inaczej.

Jest to historia o pięciu przyjaciółkach pochodzących z amerykańskiej klasy wyższej, zamieszkujących niewielkie miasteczko na wschodnim wybrzeżu: Alison, Hannah, Aria, Emily i Spencer. Chociaż wszystkie są równe wiekiem i statusem społecznym, prym wiedzie, jak zwykle, jedna: Alison. Kiedy dziewczyna znika w  niewyjaśnionych okolicznościach, paczka przyjaciółek rozpada się i każda idzie w swoja stronę. Spotykamy je ponownie po 3 latach. Dziewczyny się zmieniły, ale w głębi siebie wciąż przeżywają swoją przyjaźń z Alison oraz jej zniknięcie. A okazuje się, że nie była to przyjaźń jak z bajki. Tak naprawdę Ali była, przepraszam za wyrażenie, „pomiotem piekieł”, a wiele wspomnień z nią związanych jest dla bohaterek niezwykle bolesna i nieprzyjemna. Ali lubiła bowiem kolekcjonować ludzkie sekrety, w tym sekrety przyjaciółek, i nigdy nie można było być pewnym czy ich nie wyjawi. Była tez prowodyrem złośliwych „akcji” przeciwko innym uczniom ich prywatnej szkoły. Po 3 latach od jej zaginięcia dziewczyny nagle zaczynają otrzymywać SMSy odnoszące się do ich sekretów – sekretów, o których tylko Ali wiedziała. A autor podpisuje się tajemniczym A…

Nie jest to zła książka. Dobrze napisana, świetnie się czyta, postacie są ciekawie skonstruowane, każda z bohaterek ma inny charakter, inny styl, zainteresowania.  Ale książka ma też jedną, sporą wadę – jest pusta.

Już wyjaśniam. „Kłamczuchy” to książka dla młodzieży, konkretniej – dla dziewczyn, mimo iż dorosłym też dobrze się ją czyta. Ale wydaje mi się, że taka książka powinna jednak zawierać jakiś morał, przesłanie, cokolwiek.  Nie mówię, że ma to być oda do przyzwoitości, powinno być jak najbardziej oparte na rzeczywistości, a w rzeczywistości młodzież niewinna nie jest. Jednak główne bohaterki „Kłamczuch” to bogate, rozpuszczone, trochę głupiutkie dziewczyny, które podrywają starszych facetów, kradną biżuterię w sklepie i spędzają długie godziny po lekcjach na dodatkowych zajęciach, których nie znoszą, ale które dobrze wyglądają na aplikacji na uczelnię.  Możliwe, że tak jest naprawdę w Ameryce, ale nie kupuję obrazu 18-latki siedzącej  w mini na lunchu, sączącej czerwone wino, albo siedzącej w barze i popijającej szkocką. Albo po szkole angażującej się w komitet tworzący księgę pamiątkową, samorząd szkolny, drużynę hokeja, dodatkowe zajęcia do egzaminów i jeszcze mającej czas podrywać narzeczonego siostry. Poza tym cała fabuła opiera się na usilnych staraniach bohaterek, aby pewna brzydka prawda nie wyszła na jaw. Dziewczyny wolą utrudniać śledztwo w sprawie zaginięcia ich przyjaciółki, niż pozwolić, aby ich sekrety nie wyszły na jaw.  Czytając książkę, miałam cały czas przed oczyma dziewczyny z serialu, który, choć wiernie oparty na książce, stworzył lepsze postacie. Dziewczyny z serialu nie były idealne, ale dały się lubić. Dziewczyn z książki lubić się nie da.

No i wyszło, że książka zła, a to nie prawda. Polecam na jedno lub dwa popołudnia, jako odpoczynek nieskalany głębszą myślą.

Moja ocena: 4,5/6 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik.

16 komentarzy:

  1. W ramach wyzwania zapewne okay, ale to absolutnie nie moje rejony... Gdzie trup?... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trup się znalazł, ale chyba pisze również SMSy więc to taki kryminohorror... dziwna sprawa :)

      Usuń
  2. Nieee, raczej sobie odpuszczę, nie czuję potrzeby sięgania po aż tak lekką lekturę:) Gdy mam chwilę na coś ciut lżejszego, wolę chwycić za romans historyczny lub coś w ten deseń:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, aż się boję co sardegna wymyśli następnym razem ;) A ja akurat nie przepadam za romansem historycznym, ale może się kiedyś przekonam.

      Usuń
  3. Czyli to taka odmiana "Plotkarki"? Serialu nie oglądałam, mam za to u siebie pierwszy tom z okładką serialową. Pięć dziewczyn w eleganckich sukienkach, całe upaprane w błocie. Wygląda tajemniczo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to to, spróbuj kiedyś. Co do Plotkary to nie wiem, bo nigdy nie oglądałam, ale Pretty Little Liars bardzo wciągają, a w Stanach jest na to taki szał jak niegdyś na Zmierzch :D

      Usuń
  4. Chyba wiem, o co Ci chodzi z ta pustota, tez trafialam na ksiazki niby bardzo fajne, ale puste jak wydmuszki. Czytac sie dalo, ale wiekszych ilosci takich ksiazek bym nie zniosla.

    A opisalas gdzies moze "Ex libris"? :-)
    Strasznie jestem ciekawa Twojej recenzji :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie opisałam Ex librisu, bo czytałam go ponad dwa lata temu, kiedy blog nie była nawet w planach :) Pamiętam tylko, że bardzo mi się podobała. Po takim czasie trudno mi będzie napisać recenzję. Może kiedyś pożyczę tę książkę i jeszcze raz przeczytam - wtedy na pewno zamieszczę recenzję :).

      "Kłamczuchy" są ewidentnie napisane pod małolaty, żeby czuły się takie mega-dorosłe. Osobiście rozwalił mnie opis, jak to panna 15-letnia, będąc na stałe na Islandii jeździ sobie sama pociągami po całej Europie, bo wszędzie blisko i w ogóle Stary Kontynent taki liberalny i bezpieczny... Autorka chyba najbliżej Europy była, kiedy w księgarni dotykała Atlas Świata ;)

      Usuń
  5. Zaczęłam ostatnio oglądać serial i mimo, że jak dla mnie jest raczej spod znaku tych młodzieżowych i troszeczkę odmóżdżających, to jednak się wciągnęłam :P Czytając Twoją opinię na temat książki, chyba lepiej sobie ją odpuścić. Miałam bowiem podobnie z "Dziennikiem Bridget Jones". Tak jak film mi się bardzo podobał, tak książki nie mogłam "zmęczyć". Dorzuciłabym jeszcze do tego worka "Pamiętnik" Sparksa, który nie umywa się do swojej ekranizacji. I w ten oto sposób poniekąd można obalić mit, że książka zawsze jest lepsza od jej ekranizacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Serial jest świetny, tak zrobiony, że nie można się oderwać. Książka jest słabsza, bo wszystko jest spłaszczone - postaci z serialu, nawet te drugoplanowe, są o wiele lepiej poprowadzone.

      Usuń
  6. Zawsze mi szkoda oczu na takie książki, natomiast na seriale/filmy już nie :P "Pretty little liars" świetnie mi się ogląda, co tydzień niecierpliwie czekam na kolejny odcinek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, tak jak mówię, gdyby nie wyzwanie, pewnie bym po nią nie sięgnęła, chociaż zwykle lubię czytać pierwowzory. No i czasem lubię się odmóżdżyć ;)

      Usuń
  7. Muszę koniecznie sięgnąć po tę serię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam razem z serialem, dla porównania :)

      Usuń
  8. OO tak serial jest genialny... co do książek .. jakoś mnie nie przekonują niestety .. xD
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie - serial zdecydowanie lepszy :)

      Usuń