O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

środa, 5 listopada 2014

Co czytam kiedy nie czytam

Październik, jak już pisałam,  był dla mnie pod wieloma względami ciężki, przede wszystkim zaś spowodowane to było dwoma sprawdzianami, jakie miałam na aplikacji. To plus wiele pracy i długi dojazd z i do tejże wpłynęły na mój notoryczny brak czasu na przyjemności. Czyli między innymi czytanie. Prawo ma to do siebie, iż jest do dziedzina, w której wiele trzeba nauczyć się na pamięć. Typowa „pamięciówka” która wymaga zaczytania – przepisów, komentarzy, orzeczeń, podręczników, artykułów, notatek. Kiedy na horyzoncie pojawia się sprawdzian, automatycznie przestawiam się na tryb „student” i każda minuta, którą jestem w stanie poświęcić na czytanie ze zrozumieniem, staram się przeznaczyć na zgłębianie ww. Szkoda mi tracić tą niewielką ilość czasu na czytanie dla przyjemności, skoro tyle mam do nauczenia a głowa nie nadaje się do przyswajania.

Jednak mój mózg, po wielu latach regularnego czytania, buntuje się na taki stan rzeczy. Wiele badań wskazuje na istotną zaletę nie tylko czytania, ale czytania fabuły, co pobudzać ma wyobraźnię i wspomagać pamięć. Nie wiem, jak tam amerykańscy naukowcy, ale u mnie się to sprawdza, i dłuższy okres (powyżej dwóch tygodni) bez przyjemnościowej książki drastycznie zmniejsza moją zdolność koncentracji na tekście, czytania ze zrozumieniem i zapamiętywania. A najlepsza jest dla mnie w takich sytuacjach fabuła. Jednak, z drugiej strony, muszę uważnie taką lekturę dobierać – lepiej, aby było to coś nie-aż-tak-wybitnego, raczej lżejszy kaliber, najlepiej część jakiejś serii, kiedy znam już bohaterów i skupiam się jedynie na fabule. Chodzi o kilka chwil odpoczynku, a nie o wciągnięcie na kilka godzin lub męczarnię nad jakimś ciężkostrawnym tomiszczem.

Mam kilku faworytów w tym temacie. Przez wiele lat jako naturalny wspomagacz nauki służył mi cykl książek o Harrym Potterze, i wiem, że nie raz jeszcze do nich wrócę (tylko muszę wreszcie trochę pozapominać). Innym żelaznym kandydatem jest Herkules Poirot z powieści Agathy Christie. Ileż egzaminów uratował ten mały detektyw! Szwedzki kryminał też często występuje w tej kategorii, ale warunek – nie może to być jeden z moich ulubionych autorów, bowiem lektura wspomagająca naukę trwa zwykle dwa, trzy tygodnie, a nie zamierzam tak krzywdzić nowego Arne Dahla czy Anny Jansson (poza tym nowy tom tych autorów za bardzo by mnie wciągnął). Podobieństwa między skandynawskimi kryminałami są wystarczające, by dzięki któremukolwiek poczuć znajomy klimat i zapewnić sobie odrobinę relaksu w czasie trudnego intelektualnie okresu. Od czasu wakacji zaś kolejnym cyklem na trudne czasy stały się dla mnie książki o Sherlocku Holmesie, stworzone przez sir Arthura Conan Doyle’a. Przy okazji październikowych walk naturalnie pograwitowałam w kierunku tych uroczych opowieści, i dzięki nim przetrwałam poprzedni miesiąc.  I nawet fakt, iż „Sprawy Sherlocka Holmesa” mają formę opowiadań, za którą to formą nie przepadam, tutaj okazała się zbawieniem, gdyż każdy rozdział był jak oddzielny odcinek wciskany pomiędzy kolejne kodeksy, artykuły i notatki. Sherlock sprawdza się tutaj doskonale, znam już bowiem bardzo dobrze zarówno samego detektywa, jak i jego przyjaciela, doktora Watsona, i nawet częsta zmiana narratora nie przeszkadzała mi w rozkoszowaniu się lekturą, której oddawałam się w ciągu tych skradzionych kilku chwil.

Ciężkie czasy przychodzą chyba do każdego z nas – nie musi to być egzamin, może to być na przykład przeprowadzka, trudny okres w pracy czy choroba dziecka, kiedy czytanie jako hobby schodzi na daleki plan, jednak chcemy zapewnić sobie chociaż kilka chwil odpoczynku i zapomnienia, zresetować się, gdzieś w kącie, przy słabym świetle, gdzie będziemy tylko my i nasi literaccy przyjaciele.


Macie takie ulubione książki, do których wracacie, kiedy intelekt powoli odmawia wam posłuszeństwa? Co czytacie, kiedy tak naprawdę nie czytacie?

16 komentarzy:

  1. "Harry Potter" jest również na mojej liście :D Poza tym jeszcze Ania z Zielonego Wzgórza ;) Przyjemna, lekka lektura, z którą wiążą się miłe wspomnienia z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, dawno temu, miałam szał na "Anię", ale już dawno minął...

      Usuń
  2. Właśnie w listopadzie zamierzam takie czytać, ale nie będą to kryminały chociaż kryminały w takiej sytuacji sprawdzają się najlepiej chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Listopad to taki depresyjny miesiąc, że najlepiej zaszyć się w domu z jakąs przyjemną książką, którą się zna i lubi :)

      Usuń
  3. U mnie na takie sytuacje zdecydowanie Chmielewska! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Chmielewska u mnie w sumie też!

      Usuń
  4. Znam ten stan rzeczy. Mam momenty, kiedy za nic w świecie nie mogę zabrać się za nową lekturę, nic mnie nie wciąga. Nazywam to "zmęczeniem czytelniczym" i zdarza się od czasu do czasu. Wtedy uwielbiam sięgać po znane i lubiane książki, również te z dzieciństwa - prym wiedzie tu seria o Ani Shirley, są również poszczególne tomy Margit Sandemo (Saga o Ludziach Lodu), wiele książek fantastycznych ulubionych pisarzy - Aneta Jadowska, Olga Gromyko. Myślę, że każdy z nas ma taki top książek, które pomagają mu w ciężkich czasach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy mam zmęczenie czytelnicze, po prostu nie czytam przez chwile i mi przechodzi :) Gorzej, kiedy nie czytam, bo nie mam czasu, ale jednak muszę coś mieć, żeby poczytać przed snem i się wyciszyć, wtedy są mi potrzebne książki na ciężkie czasY :)

      Usuń
  5. Jak nie czytam, to naprawdę nie czytam, z powodu wyrzutów sumienia, ale też tego, że po przyswajaniu notatek, tekstów itp., mam dość słowa pisanego. Między egzaminami i innymi ważnymi sprawami, jak potrzebuję fabuły to sięgam po film, maksymalnie zbliżony z tematyką (w której w danym momencie siedzę) np. egzaminu czy pracy pisemnej. Tak oglądałam Almodovara i Allena przed egz. z postmodernizmu, czy ekranizacje literatury XIX-wiecznej lub filmy z akcją w XIX w. przed egz. z kultury XIX w. Gorzej jak przyjdzie taka etnologia, co nijak nie potrafiłam powiązać z filmem, na szczęście to już za mną.

    W tym roku to chyba poza PRL nie wyjdę ;)

    Tak więc Ty chyba powinnaś oglądać same dramaty sądowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie takimi książkami są m.in.: "Dzikuska", "Mała Księżniczka", "Mały Lord", książki A. Christie. J. Chmielewskiej i M. Musierowicz. Przy nich zawsze odpoczywam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musierowicz, kolejna autorka, która mnie również pomogła przerwać takie trudne czytelniczo chwile :)

      Usuń
  7. Muszę się zmobilizować i zacząć Czarna serię. Tyle tam fajności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, tak, dużo fajności. Ale zalecam też uważać, bo jednak w takiej dużej grupie książek zdarzają się też słabsze przypadki. Chociaż mało ich, to fakt :)

      Usuń
  8. Ja pozyczyłam od koleżanki pierwszą część HP, ale ciągle mam jakieś inne książki do czytania... no i wiele innych obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu się pożycza, a kolejka rośnie, i rośnie... Ale mimo to polecam przerzucić HP na górę stosika!

      Usuń
  9. Jeśli mnie łapie dzień z mniejszą chęcią do czytania, to wtedy zabieram się za książki ulubionego Autora (M. Szczygielski) lub za coś lekkiego, bądź farsę... Niestety jednak nie łapie mnie to zbyt często...

    OdpowiedzUsuń