O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

poniedziałek, 3 września 2012

Piccadilly zamiast ratusza, czyli Huta w nazwach

 
Obiecałam posta o nieformalnych nazwach w Nowej Hucie. Zapraszam teraz do podróży po tej dzielnicy śladami niezwykłej inwencji twórczej mieszkańców.

Miejsce gdzie kiedyś stał Lenin, fotograf stoi tam, gdzie kiedyś stało... A w tle Piccadilly ;)

Zaczniemy od wspomnianego już w poprzednim, nowohuckim poście, Kombinatu. A konkretnie, od jego Centrum Administracyjnego, znajdującego się na końcu Alei Solidarności, które potocznie zwane jest Pałacem Dożów lub Watykanem. Skąd się to wzięło? W początkowej fazie socrealizmu każde państwo znajdujące się w sferze oddziaływania Sowietów miało dokonać przebudowy i przystosować miasta wyglądem do nowych, lepszych czasów. Aby podkreślić łączność z ludem i nadać tym budowlom charakter „miejscowy”, w każdym państwie wybrano jeden styl architektoniczny, który miał stanowić źródło inspiracji dla budowniczych. W Polsce, a tym samym, w Nowej Hucie – był to renesans. Zaczęto więc budynki ozdabiać attyką, wieżyczkami i innymi kunsztownymi elementami. Budynek Centrum był do tego stopnia bogaty, że niektórzy turyści po przybyciu doń myśleli, że to słynny dworek Matejki w Krzesławicach. I tak powstały nazwy odwołujące się do włoskiego renesansu.


Osiedle Urocze
 
Zaraz obok Pałacu Dożów znajduje się bar Meksyk. Jest to pozostałość tego, co niegdyś stanowiło pierwsze budynki wzniesione dla budowniczych Nowej Huty – gdzieś przecież musieli mieszkać ci, którzy wznosili Kombinat. Dopiero dwa lata po rozpoczęciu prac nad hutą zaczną powstawać pierwsze budynki mieszkalne. Nazwa bierze się od atmosfery, jaką tworzyli pracownicy po zakończonej zmianie, a nie była to atmosfera sielska i bezpieczna, potocznie prawdziwy Meksyk.

Teraz zapraszam na Piccadilly. Bo Huta ma swoje Piccadilly, a jakże. Pierwsze plany wznoszenia dzielnicy obejmowały dwa główne place, które miały wprowadzać tak ukochaną symetrię i tworzyć wrażenie pompatyczności i wielkości, a jednocześnie mieć praktyczne funkcje – oddzielenie miejsca władzy i miejsca kultury. Lustrzanym odbiciem Placu Centralnego miał być Plac Ratuszowy, połączone Róż. Po śmierci Stalina pieniądze jednak przestały płynąć, zdążyły powstać tylko Plac Centralny i Aleja Róż, Ratuszowy został częściowo zabudowany blokami mieszkalnymi, częściowo zagospodarowany jako park. Do tego parku codziennie przychodzą okoliczni mieszkańcy: starsi panowie grają w szachy, kobiety z wózkami zaznają chwili świętego spokoju, właściciele psów wyprowadzają swoich pupili. Tu toczy się życie towarzyskie okolicy, na środku zaś, zamiast Anterosa, znajdziemy nowoczesną rzeźbę zwaną potocznie „Rybą” (widzicie, mieszkańcy Huty wszystkiemu nadają nazwy). Ot, Piccadilly.


Kocur na parapecie - osiedle Zgody


Z Piccadilly, po dachach osiedla Uroczego, przemkniemy na osiedle teatralne, zwane Tajwanem. W roku 1955 wzniesiono tu pierwszy, i jak dotąd, jedyny teatr nowohucki, nazwany Ludowym. Była to odpowiedź na zarzuty, iż Nowa Huta pozbawiona jest zaplecza kulturalnego. Nietrudno się domyślić, skąd wzięła się nazwa osiedla. Ale Tajwan? Kiedy wzniesiono teatr, wokół nie było jeszcze nic. Wciąż zabudowywano Plac Centralny, wierzono jeszcze w plac Ratuszowy, nie było ani osiedla uroczego, ani szkół znajdujących się w sąsiedztwie teatru, ani kościoła. Nic, pusto. A w tej pustce Teatr Ludowy niczym wyspa, oddalona od centrum.

Koniecznie, mówiąc o nazwach w Nowej Hucie, należy wspomnieć i osiedlach. O osiedlu teatralnym była już mowa. Ale mamy obok niego osiedle Krakowiaków i Górali. To od tytułu pierwszej, wystawionej w Ludowym sztuki Wojciecha Bogusławskiego „Krakowiacy i Górale”. Jest grupa osiedli, których nazwy są do dziś niezbadaną zagadką – kiedy zdecydowano, że sama numeracja nie jest wygodna w codziennym życiu, osiedla zaczęły dostawać swoje nazwy, nadane przez ratusz (oryginalnie uchowały się tylko Centrum A, Centrum B, C i D). Ale dlaczego Urocze? Dlaczego Zgody? Dlaczego Słoneczne? Tego nie wiedzą nawet najtęższe głowy Krakowa (czytaj: tego nie wie nawet pan Maciej Miezian, największy specjalista ds. Nowej Huty i jej dziwactw, prywatnie historyk sztuki i pracownik Muzeum Dzieje Nowej Huty). Inna grupa osiedli dostała swe nazwy w nawiązaniu do ludowości – był to sposób na wykrzywienie religijności i wiary w mieszkańcach Nowej Huty. Zaczęto odwoływać się do starych wierzeń i podań ludowych, szczególnie ważnych w tym regionie. Stąd osiedle Wandy – tej samej, co nie chciała Niemca. Legenda głosi, że rzuciła się do Wisły pod Wawelem, a jej ciało wypłynęło w miejscowości, którą nazwano później Mogiłą. Znajduje się tam kopiec Wandy, będący jej symboliczną mogiłą, a od połowy XX wieku jest i osiedle Wandy. Na podobnej zasadzie wzniesiono np. osiedle Piastów, chociaż to już nowa Nowa Huta.

(Pan Miezian opowiedział mi przy okazji historyjkę, jak to kiedyś wchodzi na osiedle Zgody, a tam, na pierwszym bloku, wielki napis spray'em - "Osiedle Zgody - jeszcze krok i zginiesz". :D)

Jest tego jeszcze masa, właściwie, dopóki nie napisałam tego tekstu, nie zdawałam sobie sprawy, jak bogate nazewnictwo wiąże się z ta dzielnicą. Dlatego będzie ciąg dalszy, a w nim Arka Pana, „Blok Cudów”, nazwy ulic, kina nowohuckie i oczywiście Stylowa.

Informacje czerpałam z przewodnika po Nowej Hucie z Wydawnictwa Bezdroża oraz ze Spacerownika Nowa Huta. Najstarsze Osiedla z gazety Wyborczej. Oba autorstwa wspomnianego pana Macieja Mieziana, wybitnego opowiadacza dziejów Nowej Huty.

Wybaczcie ubogą szatę graficzną, ale wciąż nie mam czasu na  porządny spacer i zrobienie nowych zdjęć, więc posiłkuję się tymi dwudziestoma, które mam.

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Każdy znajdzie coś dla siebie :D

      Usuń
  2. Teks na osiedlu Zgody sam miód :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Żałuję, że przez dwa miesiące pięknej pogody nie znalazłam czasu, żeby tam znów pójść i zrobić więcej zdjęć. teraz już będzie szaro i buro, chyba, że uchwycę złotą, polską jesień, która na tych alejach wygląda cudownie.

      Usuń
    2. To chwytaj, uwielbiam złotą, polska jesień w obiektywie.

      Usuń
  4. Bardzo mi się podoba ten cykl który prezentujesz. Naprawdę można poznać nieznane miasta i dzielnice :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna część cyklu. Dużo ciekawostek. Jak widać, dobrze znasz swoje okolice. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, wyobraziłam sobie siebie w stroju ludowym Nowej huty - dresiku w lampasach :D

      Usuń