O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

poniedziałek, 3 lutego 2014

Dziwy w mieście Breslau

Nomen Omen. W rolach głównych: Salomea, szerszej publiczności znana jako Salka tudzież Komnata Przygoda, panie starsze o żółtych gorejących oczyskach, w liczbie trzy, Niedaś, pogromcza czartów wszelakich przy pomocy osikanego kołka, Basia, killująca z glana co się nawinie i Bartolini – filolog romantyk, stworzony na obraz o podobieństwo mojej nieszczęśliwej miłości, zatem sympatyczny. W charakterze wisienki na torcie papuga dzieląca się wafelkami. W rolach pobocznych między innymi rozgarnięci inaczej rodzice rzeczonej Salki i Niedasia. W tle posępna willa przy Lipowej 5 i Breslau jako żywe. Albo i martwe, kto wie?

Więcej wam nie powiem, bo nawet gdyby powyższe towarzystwo spędziło całą powieść w salonie, rozmawiając, to już by było wystarczająco zabawnie i ciekawie by obsadzić pół spisu lektur szkolnych i jeszcze by zostało na sonet. A zaiste, towarzystwo owo jest niezwykle mobilne, wędruje tam i siam po całym Wrocławiu, cofa się nawet chwilami do Breslau, i przedsiębierze różne czynności, które naprawdę trudno byłoby wyjaśnić nawet najbardziej tolerancyjnemu prokuratorowi. Zanim zawiąże się akcja, mija około 60 stron,  w pewnej chwili jednak wątki babci w Kotlinie Kłodzkiej, willi przy Lipowej 5 i Festung Breslau zaczynają się łączyć, i od tego momentu akcja już nie truchta jak papuga korytarzem, ale wręcz galopuje niczym potępiona dusza ulicami Wrocławia.

Uwaga, teraz będzie herezja – mnie się podobało jeszcze bardziej niż Dożywocie. Naprawdę trudno mi zdecydować, czy anioł dyskredytuje papugę, czy papuga anioła, ale zdarzały mi się tu wybuchy śmiechu nawet częściej niż przy pierwszej książce. Cała historia wymyślona przez Ałtorkę to majstersztyk, z jakim spotykamy się, my czytelnicy, we readers, raz na kilka lat. Czyli wtedy, kiedy Ałtorka zdecyduje się coś opublikować. Jest w Nomen Omen wszystko co lubię: mnóstwo komedii i Wrocławia, kryminału i ludowych podań, odrobina nostalgii i zastanowienia, rozsądku i jego braku. No i papuga. No i wafelki.

Generalnie, jest rozrywkowo, bo Marta Kisiel inaczej nie potrafi, jest mrocznie, bo willa przy Lipowej 5 to nie byle szałas, a nawet posępnie, bo Festung Breslau do najweselszego okresu w historii Wrocławia nie należał. Jest przemyślanie, bogato, postacie  z charakterem i charaktery (czarne) przybierające postać, słowem – hulaj dusza, piekła nie ma.

Ergo, wiara idzie i wiara czyta nową Kisiel, a Kisiel idzie, i pisze nową wiarę. A my wszyscy, nomen omen, dożywotnicy, będziem tę wiarę wyznawać. Wafelka?

Moja ocena: 6/6

Marta Kisiel Nomen Omen
Wyd. Uroboros 
Warszawa 

Książka przeczytana w ramach Wyzwania Miejskiego i Wyzwania od A do Z.

22 komentarze:

  1. Czytam, czytam i coraz bardziej jestem ciekawa tej pozycji. Mocno mnie zaintrygowałaś. Zresztą od pewnego czasu zbieram się, żeby sięgnąć po autorkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie trzeba sięgnąć, bo to absolutny masthew w książkowej blogosferze ;) Naprawdę warto, zwłaszcza, że twoją ulubioną książką jest "Wiedźma" Gomyko, bo to te same konwencje są.

      Usuń
    2. Przekonałaś mnie :) W takim razie w najbliższych dniach stanie się moją własnością :)

      Usuń
  2. Ja poproszę :)
    Prawda że cudne, Ałtorka obiecała, że postara się częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Zawstydziłaś autorkę aż się rumieńcem oblała :)
    Szczegóły tu

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam lekkie skrzywienie, bo przybiegłam szukać recenzji Krajewskiego. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie, bo Ałtorka chwilami pisząc o Breslau, odmalowała je jak mistrz Krajewski w "Festung Breslau". :) Ale całą resztę ma jak najbardziej w stylu Kisiel.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Zapewniam cię, że mnie też :)

      Usuń
  6. A "Dożywocie" u mnie odłogiem leży. Muszę się zmobilizować ;) Dziękuję za 'kierunkowskaz"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To biegusiem do "Dożywocia" biegnij, a potem bierz się za "Nomen Omen", bo to kawał rozrywki na wysokim poziomie intelektualnym jest. :)

      Usuń
  7. Ja podobnie jak Ann RK byłam przekonana, że o Krajewskim ten post a tu niespodzianka.
    Zachęcasz rewelacyjnie.
    Zwrócę uwagę na te pisarkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo to taki chłyt matekingowy był :D

      Usuń
  8. Ale piękna recenzja! To ja bym chętnie pożyczyła, bo mi smaka narobiłaś takiego, że wyrwę Ci tę książkę pazurami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko siostra odda, jest twoje :) A recenzja, nie powiem, jedna z moich lepszych, czasem warto wyskoczyć z wanny, gdy akurat muza przeleci :D

      Usuń
  9. Właściwie.. może się skusze, jak znajdzie się okazja :D

    OdpowiedzUsuń
  10. "Dożywocie" baaardzo miło wspominam, a sięgnęłam po nie właśnie dzięki Tobie, więc i "Nomen omen" musi się znaleźć na liście lektur do KONIECZNEGO przeczytania ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zacieram łapki i przestępuję z nogi na nogę z nerwów, bo książkę zamówiłam i stale widzę status "w realizacji". Ale jak się już dorwę....:)
    Obawiałam się, że Ałtorka skręci w inną stronę niż konwencja "Dożywocia", ale czuję się uspokojona.
    Na wszelki wypadek, przed lekturą, zaopatrzę się w wafelki. Za sonet to raczej podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zaczęłam czytać recenzje (a konkretnie jedną), że pomysł w nowej powieści zupełnie inny niż w "Dożywociu", to trochę się obawiałam, ale absolutnie nie ma czego!

      Usuń