O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

środa, 18 lipca 2012

Deszczowa Islandia


Kryminał skandynawski kojarzy się zwykle z kryminałem szwedzkim. Rzadziej z norweskim czy duńskim. Islandzkie są chyba najmniej znaną podgrupą w tym gatunku. Co nie znaczy, że gorszą.

Poprzez strony „W bagnie” czytelnik trafia na zalaną deszczem Islandię – szarą, burą, ponurą i przygnębiającą. W takich to warunkach atmosferycznych znalezione zostają zwłoki starszego mężczyzny, który został zabity w swoim mieszkaniu, najprawdopodobniej przy pomocy ciężkiej popielniczki, leżącej obok. Policjanci z Reykjaviku rozpoczynają dochodzenie. Początkowo ślady wskazują na rabunek dokonany przez lokalnego ćpuna, szybko jednak Erlendur Sveinsson i jego współpracownicy wpadają na nowy trop i rozpoczynają żmudny proces rekonstrukcji życiorysu zmarłego, co prowadzi do zaskakujących i przerażających rezultatów.

Powieść jest mroczna i, jak to zwykle bywa w kryminałach skandynawskich, skupia się głównie na społeczności, na ludziach, którzy wchodząc w najrówniejsze, czasem przypadkowe interakcje, budują życiorysy swoje i innych. I to jest właśnie to, co najbardziej lubię w tego typu literaturze – nie sam moment odkrycia mordercy, tylko całe śledztwo odkrywające fakty z życia zmarłego. Ofiary, która w międzyczasie zaczyna występować w rozmaitych rolach: brata, ojca, pracownika, zbrodniarza. A cały ten proces w naturalny sposób prowadzi do rozwiązania.

Podobała mi się atmosfera Islandii, którą na kartkach powieści tworzy autor. Podobała mi się zagadka kryminalna, historia prawdopodobna, która jednak mogłaby się przydarzyć jednie na Islandii, gdzie całe społeczeństwo, liczące nieco ponad 300 tysięcy, z braku laku krzyżuje się coraz bardziej, nabierając cech homogeniczności. Podobały mi się również postacie, i to zarówno policjantów (ponury Erlendur, zawsze poważny i nieco zaniedbany, jego przeciwwaga – Sigurdur Oli – elegancki, młodszy, doprowadzający do komicznych sytuacji, a między mini opanowana Elinborg), jak i pozostałe osoby. Co mi się nie podobało, to że tom pierwszy okazał się być… tomem trzecim. Czyli znowu na polski zaczęto tłumaczyć serię od środka. Znamy to już z cyklu o Wallanderze. I chociaż nie wpływa to w szczególny sposób na rozumienie akcji, to jednak wiedza o poprzednich dwóch tomach przywołuje u czytelnika to sakramentalne „aha!”, ujawniając, że jednak pewne braki dało się wyczuć w „W bagnie”. Co jednak nie powinno nikogo zniechęcać przed zapoznaniem się z tymi kryminałami.

Moja ocena: 5/6

Arnaldur Indridason „W bagnie”
Wyd. WAB
Warszawa 2009

Książka przeczytana w ramach wyzwania „Z półki”.

35 komentarzy:

  1. Tez mi sie podobal ten kryminal (dalam mu 4,5 na biblionetce) i tez nieziemsko mnie drazni ten brak kolejnosci w wydawaniu.

    A niedawno czytalam kolejna czesc, "Grobowa cisze" - i tu nagromadzenie beznadziei mnie tak przeroslo, ze porzucilam po ok. stu stronach.
    (recenzja juz napisana, powinna sie na dniach ukazac u mnie, bo czeka w kolejce ;-)) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czytałam, że kolejna część jest strasznie depresyjna. Mimo to spróbuję przeczytać, a puki co czekam na recenzję :)

      Ciekawe, czy WAB w końcu wyda cały cykl tak jak było z Wallanderem, czy polski czytelnik zostanie osierocony z kilkoma przypadkowymi tomami. Bo w końcu ilu z nas zdoła opanować islandzki na tyle, by poczytać w oryginale?

      Usuń
    2. Wlasnie, powinni zamiescic jakas informacje na temat swojej polityki wydawania, jesli chodzi o poszczegolne cykle.

      Aczkolwiek do tego cyklu to juz sie zrazilam - lubie opowiesci mroczne i dolujace, ale litosci! ;-)))

      Usuń
  2. Ostatnio czytałam powieść, której akcja toczyła się na Wyspach Owczych - podobają mi się te klimaty, zaś wątek sensacyjny też jest specyficzny:) Chętnie sięgnę!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powieść o Wyspach Owczych! Czytałam o nich reportaż - fascynujące miejsce! Chyba przegapiłam twoją recenzję o tej powieści - podaj proszę tytuł :)

      Islandzki kryminał też jest niczego sobie, nawet nazwano go islandzkim Wallanderem (chociaż te porównania bywają mylące).

      Usuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o książce, dobrze, że o niej napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę mniej znany kryminał, ale swego czasu był obecny w blogosferze :)

      Usuń
  4. Islandia brzmi zachęcająco. Nie mam pojęcia co siedzi w głowach skandynawów, że piszą taaakie książki, Sięgnę jeśli tylko nadarzy się okazja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie wiem, zwłaszcza, że tam prawie nie ma przestępczości... wyobraźnia, plus pogoda, szczypta welfare state w stanie rozkładu...

      Usuń
    2. Ale jak juz sie biora za morderstwa to z rozmachem... patrz noroweski Breivik (ile w koncu zabil osob, 77?).

      Usuń
    3. No tak. Ale to najlepiej pokazuje, że Skandynawowie nie są przyzwyczajeni do przemocy - nie było odpowiednio dostosowanych procedur na takie wypadki. A jak piszą, to wiedzą, co robić...

      Usuń
  5. Rzeczywiście po raz pierwszy słyszę o islandzkim kryminale. Z pewnością się z nim zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się spodoba :)

      Usuń
  6. Ja też lubię tego głównego islandzkiego smęciciela, ale dawkuję go sobie oszczędnie, bo można sie dperesji nabawić, czytając jego powieści...
    A o Shetlandach to Ann Cleeves napisała kwartet kryminalny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie przepadam za czytaniem tego samego autora pod rząd - muszę mieć przerwę. Poza tym, muszę dotrzeć do najbliższej taniej książki i zakupić dalsze części ;)

      Shetlandy to nie Wyspy Owcze, ale i tak się zainteresuję :) Przypominam sobie teraz parę zachęcających recenzji.

      Usuń
  7. Rzeczywiście nie spotkałam się wcześniej z kryminałem islandzkim. Trzeba nadrobić straty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tego teraz wydają - trudno nadążyć :)

      Usuń
  8. Również wcześniej się nie spotkałam z kryminałem rodem z Islandii...:) Ze skandynawskich znam tylko Mankella i Larssona, ale mam ochotę na więcej, gdyż twórczość tych dwóch panów bardzo zachęca.

    Chętnie bym też pojechała zwiedzić Islandię;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powinno ci się podobać, bo okrzyknięto Indridasona islandzkim Mankellem.

      Też bym pojechała na Islandię, ale na razie nie ma co marzyć...

      Usuń
    2. Nooo na temat tego porównania to bym dyskutowała i to zawzięcie.

      Usuń
    3. Wzięło się pewnie z braku lepszego hasła reklamowego ;) Chociaż pewne podobieństwa między Erlendurem a Wallanderem można by dostrzec.

      Usuń
  9. Jeśli książka jest depresyjna - to raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo depresyjna - jak nie przepadasz, to polecam ominąć szerokim łukiem :)

      Usuń
  10. Czytałam, podobało mi się, ale miałam przez kilka dni no moze nie dola, ale jakiś taki smutek. To chyba przez te islandzkie klimaty:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja chyba jakaś nieczuła jestem, bo nie czuję jakiegoś szczególnego smutku... może drugi tom mną bardziej wstrząśnie?

      Usuń
  11. Jako że mój ostatni konkurs, w którym do zdobycia była książka "Marzyciele i pokutnicy" mógł naruszać warunki organizowania takiego przedsięwzięcia, jestem zmuszona wycofać wszystkie dotychczasowe zgłoszenia i na nowo ogłosić zasady zabawy. Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, i zgłosicie się do zabawy jeszcze raz na nowych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, zakonotowałam, idę się zgłosić ponownie :)

      Usuń
  12. Książka wydaje się być ciekawa, a małe niedociągnięcia mnie nie zniechęcają. Może kiedyś uda mi się przeczytać. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet nie są niedociągnięcia, można zupełnie przejść nad tym do porządku dziennego :)

      Usuń
  13. Hej hej!

    Bardzo było fajnie spotkać się oko w oko, to był bardzo miły wieczór :) Do zobaczenia przy następnej okazji1

    PS. Ciekawa jestem moich wrażeń z tej lektury, ale najpierw niech Piotrek przeczyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również było bardzo miło, a książkę bezpośrednio od Piotra weź, jak tylko przeczyta. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  14. Muszę przyznać, że kryminały to chyba nie moja ulubiona półka z książkami. Raczej nie sięgnę.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt - trzeba lubić. A skandynawskie kryminały są dodatkowo niezbyt kanoniczne, zdecydowanie tylko dla smakoszy ;)

      Usuń