O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

środa, 17 października 2012

Blondynka podróżuje i irytuje



Do realizacji październikowego wyzwania Trójka e-pik postanowiłam wybrać jedną z książek Beaty Pawlikowskiej z serii „Dzienniki z podróży”. Tym razem na tapetę poszła Blondynka w Peru.

Muszę przyznać, że mam ambiwalentny stosunek do tych książeczek. Z jednej strony Pawlikowska odwiedziła naprawdę niesamowite miejsca i przeżyła w nich ciekawe przygody, które następnie opisała w swoich książkach. Na przykład w Peru jechała zygzakowatym pociągiem i jadła świnkę morską. Zamieszcza w nich również ciekawe informacje, o których nie miałam pojęcia – w części dotyczącej Peru poznajemy historię koki i co ją odróżnia od kokainy, oraz dowiemy się jak rozróżnić lamę, alpakę i wigonia. Książeczki są niewielkie, można je więc zapakować do nawet bardzo obciążonej torby i czytać w tramwaju. Zamieszczone są tu kolorowe i ciekawe zdjęcia. Literki są duże, a język bardzo prosty.

No właśnie, język. Bo obok tych wszystkich zalet mamy też wady – przede wszystkim bardzo prosty, czasem nawet prostacki język. Wiem, że taki jest styl autorki, ale czasem mam wrażenie, że Pawlikowska pisze, przepraszam za dosadność stwierdzenia, jak do debili. O ile kilka stron czy fragmenty książki można wytrzymać, o tyle po jakimś czasie zaczyna to męczyć i irytować. Nie mówię, że byłoby lepiej, gdyby język był bardzo wyrafinowany, ale pomiędzy poetyką Finneganów tren a Elementarzem pierwszoklasisty jest jeszcze cała gama odcieni. Niestety, autorka postawiła na ten drugi koniec skali. Chwała więc, że książeczki są krótkie. Bo dłużej by tego nawet średnio rozgarnięty szympans nie wytrzymał – nikt nie lubi czuć się idiotą.

W zapasach mam jeszcze Blondynkę w Tybecie. A potem – kto wie? Może dam sobie spokój z Pawlikowską, a może poszukam kolejnych części. Bo jednak jest coś uroczego w tych opowieściach, co każe nie obrażać się za styl.

Moja ocena: 3,5/6

Beata Pawlikowska Blondynka w Peru
National Geographic Polska
Warszawa 2011


Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik 

26 komentarzy:

  1. Ja przeczytałam "Blondynkę w Indiach" i "Blondynkę w Meksyku" i nie podobało mi się :(
    Mnie najbardziej denerwowały powtórzenia w tekście, pod zdjęciami i przy obrazkach. W sumie to ogólnie coś mi w książeczkach nie grało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te powtórzenia tez są denerwujące, jakby czytelnik za pierwszym razem nie zrozumiał, jak się robi herbatę.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam tą książkę dwa dni temu :) Sięgnęłam po nią również w wyniku wyzwania. Parę słów na moim blogu pojawi sie dopiero koło weekendu. Dla mnie największym problemem tej pozycji to długość. Jest to bardziej rozprawka niż książka. Dlatego nawet nie za bardzo udało mi się zwrócić uwagi na język. Gdyby była normalna czcionka, brak rysunków i zdjęć to ta "książka" miałaby koło 30 stron. Ciężki w takim wypadku wczuć się w język :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam niecierpliwie na twoją recenzję, chętnie porównam wrażenia :).

      Wydaje mi się, że nie trzeba dużej próbki tekstu, żeby wyczuć kiepski język: "Strach podpowiada, że trzeba zawsze kontrolować sytuację i wykazać się doskonałością w podejmowaniu decyzji". Doskonałością w podejmowaniu decyzji? Przenikliwością, owszem, ale nie doskonałością...

      Usuń
  4. Nieraz zastanawiałam się nad serią z Blondynką, ale z całym szacunkiem dla Beaty Pawlikowskiej (doceniam jej pasję i doświadczenie w podróżach)coś mnie od zawsze w niej irytuje. Widzę, że dobrze się stało, że książki sobie darowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - też szanuję ją za odwagę, bo faktycznie jeździ do tych wszystkich miejsc, do których ja tylko wzdycham. Ale parę razy słuchałam jej w radio i widziałam w tv i już wtedy mnie jakoś irytowała, teraz się to przeniosło na jej książki. Niektórzy tak mają z Cejrowskim - nie zgadzają się z jego poglądami i książki im się też często w tedy nie podobają.

      Usuń
    2. Ja uwielbiam Cejrowskiego, jego poglądy też:)

      Usuń
    3. Ja lubię książki Cejrowskiego, z poglądami sie na razie nie spotkałam, ale widzę po necie, że ludzie są podzieleni na fanów i antyfanów, i wielu z nich nie sięgnęło po jego książki bo za nim nie przepada.

      Usuń
  5. Proza Pawlikowskiej zupełnie do mnie nie trafia! Jak na podróżniczkę z pasją, za jaką próbuje uchodzić, pisze wyjątkowo nudno, masakrycznym stylem pełnych pseudofilozoficznych refleksji i właśnie prostackim językiem. Jak dla mnie jest nie do strawienia.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - rozważania o życiu i śmierci w jej wykonaniu to istny Paulo Coelho w spódnicy :D

      Usuń
  6. Ja w ramach wyzwania przygodowego chyba trafiłam lepiej... Nie żebym miała jakieś uprzedzenia do blodynek (yhm, yhm), ale nie ciągnie mnie w ogóle do jej książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie była moja pierwsza Pawlikowska, więc wiedziałam w co się pakuję. Ale 1. leżało na półce, 2. jest krótkie, a ja chciałam wreszcie wyzwanie zrealizować w pełni :)

      Usuń
  7. Blondynka śpiewa w Ukajali to jedyna którą przeczytałem. Oczekiwałem czegoś bardziej w stylu Cejrowskiego i książka mocno mnie znudziła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że jest słabiutka - Dzienniki z podróży są przynajmniej naprawdę malutkie :)

      Usuń
  8. Nie miałam okazji czytać książek tej autorki, sądziłam, że jej podróżne zapiski to coś na kształt książek Cejrowskiego (jego książki lubię, jego osoba za to nie budzi we mnie entuzjazmu;)). Z tego co czytam to jednak nie ten klimat i nie ten styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki Cejrowskiego są zupełni inne - naprawdę rzetelne, ciekawe, w miarę obiektywnie pisane, język często humorystyczny ale w takim "dorosłym" sensie a nie jakby gadał do dzieci. bardzo polecam jego książki, bardzo :)

      Usuń
  9. Ja również nie potrafię się do Pawlikowskiej przekonać. I to nie tylko do książek podróżniczych ale i tych językowych - dla mnie strata pieniędzy... Za to ostatnio biorę w ciemno książki Wojciechowskiej. W te wakacje miałam okazję zweryfikować informacje jakie zawarła w książeczce o Boliwii i praktycznie wszystko się sprawdziło - to utwierdziło mnie w przekonaniu że ta pani przedstawia naprawdę wiarygodny obraz poznawanych krajów. Jeśli nie miałaś jeszcze okazji, zachęcam byś zaryzykowała właśnie z nią ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, za Wojciechowską jako osobą też nie przepadam, ale żadnej jej książki jeszcze nie czytałam. Skoro mówisz, że warto, to rozejrzę się za nimi :)

      Usuń
  10. Niedawno przeczytałam "Blondynkę na tropie tajemnic", na którą składały się wyprawy na Zanzibar, do Amazonii, Brazylii i Tanzanii. Podobało mi się dużo ciekawostek, jak i refleksje Pawlikowskiej. Język jest bardzo prosty, masz rację, ale nie przeszkadzało mi to zupełnie. Niedługo mam zamiar sięgnąć po kolejną podróż Blondynki.

    Zgadzam się, że książki Cejrowskiego są dużo ciekawsze i bardziej rzetelne, ale myślę, że zapiski Pawlikowskiej też mają swój urok.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odbiór książki to jednak zawsze indywidualna kwestia - to co jednym przeszkadza, innym się podoba. Tak jak piszesz - książeczki Pawlikowskiej też mają swój urok, i coś jednak mnie do nich co jakiś czas kieruje, przy czym zawsze po lekturze mam pewien niesmak.

      Usuń
  11. Nic tej autorki nie czytałam, ale już spotykam się z kolejną recenzją gdzie minusem jest język jakim się posłużyła...
    Ja czytałam Cejrowskiego - uwielbiam go jak opisuje swoje podróże:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to lubię, pamiętam Rio Anakondę - zaśmiewałam się do łez :)

      Usuń
  12. No i potwierdziłaś, że nie warto po nią sięgać, czytałam jakieś dwie jej książki, nie przypadły mi do gustu. Pozbyłam się ich i zdążyłam już zapomnieć, dobrze, że mi przypomniałaś, żeby przypadkiem jej sobie nie odświeżać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytając Wasze komentarze widzę , że książki Pani Beaty Pawlikowskiej niezbyt przypadły Wam do gustu. Ja jeszcze nie miałam okazji czytać nic jej autorstwa , ale mam w planach kilka pozycji. Chciałabym przeczytać blondynkę w Indiach, Meksyku, Brazyli, Australi, może Chinach to te kraje ciekawią mnie najbardziej. Jestem ciekawa jak wypadnie Pawlikowska na tle Martyny Wojciechowskiej, której jedną ksiązkę już miałam okazję czytać.

    OdpowiedzUsuń