O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

sobota, 10 listopada 2012

Z czym do samolotu?



W obliczu wyjazdu praktycznie każdy człowiek staje przed jakimiś dylematami. Poczynając od tych najistotniejszych – czy w ogóle wyjeżdżać, gdzie jechać, z kim i na jak długo. Potem przychodzi czas na problemy bardziej przyziemne – ile to będzie kosztowało, ile par spodni zabrać, czy będzie mi potrzebny  zestaw do nurkowania czy raczej własny płyn do mycia naczyń? Dochodzą do tego jeszcze konflikty egzystencjalne – czy tam dają kontynentalne śniadanie?

A ja mam problem z wyborem wyjazdowej lektury.

Do napisania tego okołoksiążkowego posta natchnął mnie najbliższy wyjazd – otóż za kilka godzin, moi drodzy, wsiadam do latającego wehikułu i wyfruwam z grodu Kraka do mojego wymarzonego Sztokholmu. Normalni ludzie w listopadzie lecą do Egiptu, ja wybrałam zgoła inny kierunek: biegun północny, przedsionek lodowego piekła. I zamiast martwić się o to, gdzie upchnę dodatkowy sweter, ja od tygodnia nie śpię po nocach usiłując dobrać odpowiednią książkę.
Co wybrać??????


Moja książka na wyjazd powinna być:
1.       Przede wszystkim ciekawa – najlepiej sprawdzony już autor, albo kolejny tom ulubionej serii. Nie ma sensu targać na drugi koniec świata czegoś, co porzucę po dwudziestu stronach. Zwłaszcza, jeśli akurat będę gdzieś nad Bałtykiem, gdzie możliwość dorwania innej książki jest okrojona.
2.       Lekka – prozaiczne powody to wymogi linii lotniczych. Dlatego na pokład można wziąć jedną, czasem dwie książki. Jeśli w dodatku jedzie się tylko z bagażem podręcznym, problem urasta do rozmiarów smoka.
3.       Raczej nie zbyt gruba – powody te same co powyżej, grube książki zajmują miejsce i trudno je czasem wepchnąć między inne bety.
4.       Ostrożnie z tytułami – zwłaszcza, gdy leci się samolotem, należy zadbać o to, aby współpasażerowie nie odczuli dyskomfortu, a pilot nie postanowił lądować awaryjnie, by oddać nas w ręce odpowiednich służb. Dlatego „Psychopaci są wśród nas” raczej zostanie w domu.
5.       Warto unikać bestsellerów. Każdemu wydaje się, że jest uprawniony do dyskutowania na głos na temat Paulo Coelho, Stephanie Meyer czy ostatnio – E. L. James. A nie ma nic bardziej zatruwającego lekturę, niż takie gadanie nad głową. A nie daj Boże ktoś postanowi gadać DO NAS.
6.       Kluczowym problemem jest dobór gatunku – czy lepiej coś lekkiego, wakacyjnego (istnieje obawa, że skończymy ją jednego wieczora) czy raczej coś ambitniejszego (istnieje obawa, że utkniemy na początku i nie będziemy mieli co czytać przez resztę pobytu).
7.       Ważna jest też narodowość – np. teraz lecę do Szwecji – czy zabrać ze sobą skandynawski kryminał? Czy będzie to ciekawe doznanie estetyczne, czy też będzie wskazywało, że lecę tam gdzie lecę, tylko dlatego, że lubię skandynawskie kryminały? (nie mówię, że tak nie jest, ale po co wszyscy mają wiedzieć?). Z drugiej strony raczej trudno mi się będzie wczuć w atmosferę powieści hiszpańskiej czy japońskiej, gdy za oknem widać będzie ponury Sztokholm. Amerykanie i Anglicy wydają się neutralni, aż za neutralni. Istnieje pokusa czytania naszych rodzimych wielkich nazwisk, jak Kapuściński czy Lem - niech widzą, że potrafimy w oryginale! ;)

A jak wy wybieracie swoje wyjazdowe książki? Też kierujecie się powyższymi zasadami, czy macie jakieś własne?

PS Powyższe dylematy powstały dlatego, że jadę na 3 dni z jedną, dziesięciokilogramową torbą na intensywne zwiedzanie. Dlatego jedna książka powinna mi wystarczyć. W innych przypadkach po prostu pakuję ile fabryka dała – wszystkiego po trochu.

Pozdrawiam was serdecznie i do zobaczenia za kilka dni!

http://sztokholm.miasta.org/zdjecie,9.html

23 komentarze:

  1. W sprawie książek mam zawsze taki sam dylemat jak ty, więc raczej nie pomogę, ale Sztokholm powinien ci sie spodobać, my byliśmy zachwyceni, ale jesteśmy zboczenia na punkcie Larssona i Millenium. Bardziej podobał nam się tylko Ystad, ze względu na Kurta Wallandera ofkors:). Udane wyprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet mi nie pisz, że byłaś w Ystad... Nam niestety fundusze na to nie pozwolą, ale z kumpelą, z którą jedziemy, też jesteśmy zafiksowane na Larssona, więc na pewno będzie nam się podobało w Sztokholmie.

      Co do 44 Scotland Street też słyszałam wiele dobrego, dlatego rozważam zabranie tej książki :)

      Usuń
    2. To nie bierz broń Boże Jungstedt, to profanacja dla Larsona oczywiście.
      Byliśmy, ślicznie jest w Ystad, taka wioska nad morzem, czyściutko, spokojnie.Wiosną lub latem poszukajcie jakiejs promowej super oferty za grosze mozna popłynąć.

      Usuń
    3. Koniecznie idżcie na Gamla Stan tam są przecudne wąskie, strome uliczki. Zakupy najszybciej i najsensowniej z tego co pamietam to w takiej kilkupoziomowej galerii w centrum Ollis czy jakos tak się nazywa, z tego co kojarzę spożywka i jedzenie wszelakie jest na samym dole. Zalicz Zamek Królewski (wszyscy zaliczają) i powłóczcie się. W informacji turyst. powinna być mapka jak spacerować śladami Bloomkvista z Millenium:) Powodzenia i czekam na wrażenia.

      Usuń
    4. Dlaczego Jungstedt nie? przecież dobrze pisze :) Wzięłabym Marklund, ale chyba trochę za ciężka...

      Dzięki za wskazówki. Niestety w Krakowie normalnie nie kupisz mapy Sztokholmu, tylko przez internet. Ja oczywiście zapomniałam zamówić, więc teraz koniecznie muszę dorwać coś na lotnisku. Zamek na pewno zaliczymy, planujemy jeszcze Skansen i statek, a potem, tak jak mówisz, włóczyć się :)

      Mówisz, że można dorwać tani prom do Ystad? To jest bardzo, bardzo pomyślna informacja :) Dzięki!

      Usuń
  2. Aha podobno 44 Scotland Street jest świetne, wiele osób chwali.

    OdpowiedzUsuń
  3. Punkt 4 absolutnie położył mnie na łopatki :) Z przedstawionego stosiku zaproponowałabym Niewypowiedzianego. Wprawdzie nie czytałam, ale opis zdaje się ciekawy, ponadto gabaryty ani to za wielkie, ani za małe - więc i się zmieści i będzie co czytać :)

    Bezpiecznej podróży i udanego pobytu! Pamiętaj o rękawiczkach, żeby łapki Ci nie zamarzły podczas przewracania stron!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pkt 4 - :D

      Co do lektury, wciąż się waham - wybór JEDNEJ książki jest straszny, chyba niemożliwy.

      Usuń
  4. Ja też uwielbiam Skandynawię i ichniejsze kryminały. Marklund faktycznie może trochę za gruba, ale James Thompson "Anioły śniegu". Wprawdzie to północna Finlandia, ale klimat, ciemno, mroczno i ponuro zostaje:) A co do tego, że wybierasz się w listopadzie do Sztokholmu - to ja na pierwszą wizytę w Oslo wybrałam sobie koniec grudnia i styczeń. I wcale nie było tak zimno, w każdym razie nie gorzej niż u nas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Sztokholmie też nie było zimno, w dodatku pełne słońce! :)

      Usuń
  5. Ale super, uwielbiam każdy wypad, nieważne gdzie i na ile. Podróże kształcą :)

    Co do lektury to zawsze biorę coś lekkiego (w sensie wagi i tematyki) i sprawdzonego. W Rzymie byłam z trzecią częścią "44 Scotland Street", na grudniowy wypad zabieram część czwartą. Nie wiem, czy miałaś już styczność z tą serią, ale to zabawne powieści obyczajowe, idealne do samolotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się zabrać coś lekkiego, chyba, że za bardzo mnie kusi konkretna pozycja :)

      Seria "44 Scotland Street" przyciągnęła moją uwagę już chwilę temu, mam nadzieję, że w końcu znajdę chwilę, żeby przeczytać i to :)

      Usuń
  6. nominowałam Cię do Liebster blog - zapraszam serdecznie :)
    http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Obowiazkowo "Polskiego hydraulika" ;PPP.

    (tez wlasnie mam go na polce :-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w połowie, ale to nie jest lektura na wyjazd do Szwecji - za bardzo przerażająca...

      Usuń
  8. O, bardzo się cieszę razem z Tobą na taki atrakcyjny wyjazd, ale mam nadzieję, że do niedzieli wrócisz, bo ja specjalnie poprzekładałam różne rodzinne spotkania, aby dotrzeć w niedzielę na spotkanie bnetkowe, gdyż masz podobno się tam pojawić! Nie przyjmuję opcji, że Cię nie będzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że zdążę - musowo muszę być na spotkaniu w Katowicach :)

      Usuń
  9. Trochę zazdroszczę wyjazdu, marzy mi się połażenie śladami szwedzkich kryminalistów... A co do dylematu, to mam odpowiedź tylko jedną: czytnik. Wprawdzie sama nie mam (jeszcze), ale chodzi za mną, zaczynam się łamać, bo do tej pory sądziłam, że nie potrzebuję. Ale na wyjazdy jest po prostu jak znalazł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój czytnik idzie do mnie, ale dotrze dopiero w okolicy Mikołaja... Ale i tak zawsze warto mieć coś papierowego :)

      Z tymi szwedzkimi kryminalistami niestety nie wyszło tak jak planowałam, ale zawsze mam wymówkę, żeby jechać ponownie :)

      Usuń
  10. Szczerze sama miałabym trochę dylemat:D weź zrób losowanie, ja tak zawszę robię jak się zdecydować nie mogę:)
    Miłego wyjazdu życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszłam na żywioł i złapałam tą, która najgłośniej wołała - najgrubszą :D

      Usuń