O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

sobota, 2 sierpnia 2014

Pięć okien z widokiem na przyszłość

Szanghaj to jedno z największych i najludniejszych miast Chin, zamieszkiwane przez około 23 miliony ludzi. Kraina drapaczy chmur, wielkiego biznesu, miejsce, gdzie polityka rządu siłą rzeczy ustępuje prawom rynku. A w tym molochu piątka emigrantów, na różnych szczeblach drabiny społecznej, jedni spadają w dół, inni usilnie pną się do góry, jeszcze inni koncentrują się na pozostaniu na szczycie. Ale jedno jest pewne – nie mogą się zatrzymać, bo wtedy Miasto ich wchłonie.

Uwielbiam takie historie. Kilkoro ludzi, kilka oddzielnych losów, które gdzieś, przypadkowo, na którymś etapie splecie się w jedno, by zaraz rozejść się w zupełnie innych kierunkach. Phoebe uciekła do wielkiego miasta w poszukiwaniu lepszego życia – szczęścia, pieniędzy, bezpieczeństwa. Justin pochodzi z bogatej chińskiej rodziny deweloperów, jednak nie czuje szczególnego przywiązania do krewnych i tego, co robią. Yinghui, wbrew wszystkim, pnie się po stopniach kariery, otwierając kolejne, świetnie prosperujące firmy, co nie zapełnia pustki w jej sercu. Gary’ego poznajemy, gdy jego kariera piosenkarza pop osiągnęła najwyższy możliwy poziom. A pomiędzy nimi kręci się Walter, który będzie miał pewien szczególny wpływ na wszystkich bohaterów, i który udzieli nam kilku ważnych lekcji o życiu.

Oszołomiło mnie bogactwo tej powieści, a jednocześnie zaskoczył fakt, iż problemy bohaterów Tash Awa (nie wiem, czy można tak odmieniać jego nazwisko, jeśli nie, to wybaczcie) są uniwersalne – borykają się z nimi tak samo mieszkańcy Szanghaju, jak i Londynu, Nowego Jorku, Rio czy każdej innej wielkiej metropolii. Miasto o takich rozmiarach żyje właściwie własnym życiem, jedynie zezwalając na egzystencję tych, którzy dostosują się do jego tempa, a bezlitośnie pożerając tych, którzy nie nadążają. Autor w przepiękny sposób pokazuje też, jak ludzkie losy potrafią się zazębiać, nawet w milionowym mieście, i że czasem jesteśmy o krok od szczęścia, a czasem tylko krok dzieli nas od upadku.

Jest to jednocześnie opowieść o mieście, które dla mnie do tej pory było zupełnie anonimowe. W ogóle stosunkowo rzadko moje oczy wędrują po Azji, a jeśli już, przeważnie jest to Bliski Wschód, nie ten Daleki, niemalże mityczny, ale i przerażający. Napisałam powyżej, że powieść ta ma pięciu bohaterów, pięć tytułowych okien z widokiem, a raczej pięć widoków na przyszłość, ale tak naprawdę ma ich sześciu. Bo bohaterem jest tu również Szanghaj, ze swoją duszną atmosferą, ze swoimi kontrastami, z morzem ludzi, z nowoczesnymi drapaczami chmur, z dzielnicami biedy. I choćby nie wiem, co się stało z pozostałymi, Szanghaj zawsze będzie górą.

Moja ocena: 4.5/6

Tash Aw Pięć okien z widokiem na Szanghaj
Tłum. Jan Dzierzgowski
Wyd. Muza
Warszawa 2014

Książka przeczytana w ramach Wyzwania Miejskiego.


Za możliwość jej przeczytania dziękuję Wydawcy.

2 komentarze: