Kupiłam tą książkę mojemu tacie w charakterze prezentu
gwiazdkowego. Przeczytał, podobała mu się (tak twierdzi), odłożył na półkę. Tak
by się skończył mój z nią kontakt, gdyby na blogach nie zaczęły masowo pojawiać
się recenzje wywiadu pana Andrusa z panią Czubaszek. I to recenzje nie tylko
pozytywne, ale wręcz entuzjastyczne. A ja tak czytałam te recenzje bez
specjalnego przekonania, bo i pani nie była mi znana zbyt dobrze, ani
wywiadów-rzek nie czytam. Generalnie, wydawało się, może ta książka sobie leżeć
tam gdzie leży i ja jej wadzić nie będę a ona mnie również nie. Ale woda drąży
skałę – po kolejnych tekstach zachwalających zaczęłam powoli przekonywać się do
tej lektury, aż w końcu, po 7 miesiącach, zabrałam ją z sobą na leżenie i smażenie
na działce.
No i teraz nie pozostaje mi nic innego, jak dołączyć do
chóru piewców tego dzieła. Bo wszystko w tej książce jest dobre. Życie i
twórczość pani Marii Czubaszek – czyli i imprezy, i psy, i działalność
satyryczna, mogłyby być dobrym materiałem na niejedną komedię. Choć sama
zainteresowana nie uważa się za bohaterkę szczególnie fascynującą, to osoba
postronna, zwykły zjadacz chleba, czytając o jej przygodach, nie raz zaśmieje
się w głos, albo chociaż uśmiechnie pod nosem. Ale też te wszystkie epizody
śmieszne i mniej śmieszne nie wyszłyby pewnie na światło dzienne, gdyby wywiad ten
przeprowadził ktokolwiek. Ale przeprowadził go Artur Andrus, którego to pana
szczerze podziwiam – każde jego pojawienie się na scenie kabaretowej jest
zapowiedzią doskonalej rozrywki (można powiedzieć, że lubiłam pana Artura zanim
to stało się cool ;)). Nie tylko długie lata pracy w „tym” biznesie, nie tylko
talent satyryczny, ale i długoletnia znajomość z panią Marią powoduje, że
czytelnik nie czyta sobie, ot, wywiadu, tylko raczej podsłuchuje prywatną
rozmowę dwojga przyjaciół. A jak to w takich rozmowach bywa – tematy się
zmieniają jak w kalejdoskopie, czasem niektóre wątki prowadzą na manowce, jest
miejsce na gry słowne, na drobne złośliwości. Dlatego zapewne przeczytałam tą
książkę w dwa dni.
Dużą zaletą jest przeplatanie rozmowy tekstami autorstwa
pani Czubaszek, tekstów innych osób o niej, zdjęciami, rysunkami, faksymile…
Słuchamy o czymś, i jednocześnie mamy to przed oczami. Niesamowite wrażenie. Tak
samo, jak niesamowita jest osoba pani Marii. Choć nie ze wszystkim, co mów, bym
się zgodziła, to przecież nie o to chodzi – chodzi o to, że ma ona jakiś
swój pomysł na życie, jakieś zdanie na
pewne tematy, i, jak to mówi, „będzie się trzymać tej wersji”. A jednocześnie
ma do siebie i do świata dystans, którego wielu mogłoby się od niej nauczyć.
Cieszę się, że przeczytałam tą książkę, bo dzięki niej poznałam fascynujący
życiorys, kawał polskiej historii działalności rozrywkowej, wiele nazwisk,
których nie znałam, lub znałam słabo. A przy tym miałam świetną zabawę. Więc
polecam szczerze każdemu, nawet jak nie lubicie wywiadów, bo to jest zupełnie
nowa jakość na polskim rynku wydawniczym – nie tylko ciekawe, ale i ładnie
wydane. Po prostu Dobre.
Moja ocena: 5,5/6
„Każdy szczyt ma swój Czubaszek” Maria Czubaszek w rozmowie
z Arturem Andrusem.
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
