Przyznajmy szczerze – nie jest łatwo stworzyć wiarygodną
postać dziecka czy nastolatka w powieści, zwłaszcza, kiedy ta powieść napisana
jest w pierwszej osobie. I kiedy ta postać w założeniu ma być trochę inteligentniejsza
niż rówieśnicy. Rodzi się wtedy w autorach pokusa, by przedobrzyć, w efekcie
zamiast dzieciaka mamy dokładnie wykształconego czterdziestolatka, który z
jakiegoś powodu chodzi do podstawówki. Z drugiej strony, niektóre postaci
dziecięce w książkach są zbyt infantylne, irytujące, nieprawdziwe, i przez to
czytelnik zastanawia się, po co w ogóle tworzyć takiego bohatera, po co pisać
taką książkę?
Mam kilku ulubionych książkowych małych chłopców, których
twórcy nie popadli w żadną z tych skrajności. Przede wszystkim należy do nich
Bertie z niedawno przez mnie wspominanej serii Scotland Street 44. Na drugim
miejscu uplasował się Oscar z Strasznie
głośno, niesamowicie blisko. Teraz do tej listy dołączył kolejny – Kiran,
bohater i jednocześnie narrator Błękitnego
chłopca.
Kiran ma dwanaście lat, jego rodzice są imigrantami z Indii,
on zaś urodził się już w Cincinnati w stanie Ohio. Mama i tata wychowani
zostali w kulturze i języku hinduskim, przybyli do Ameryki już jako dorośli
ludzie, dlatego nie trudno zrozumieć, identyfikują się głównie z podobnymi
sobie rodzinami i starają się wychować syna na dobrego Hindusa. Jednak Kiran
poza cotygodniowymi modlitwami zanurzony jest w kulturze amerykańskiej, chodząc
do amerykańskiej szkoły. Ponad to nie przypomina innych chłopców – nie interesuje
go sport, samochody i dziewczyny. Uwielbia za to balet, kosmetyki i kolor
różowy. A tego żadna z kultur, w których jest zanurzony, nie akceptuje.
Chłopiec powoli uzmysławia sobie swoją odmienność, ale nie wstydzi się jej –
przeciwnie, pragnie ją uzasadnić, zrozumieć i pokazać światu. Dochodzi do
wniosku, że cechy różniące go od innych towarzyszą mu, gdyż jest kolejnym
wcieleniem boga Kryszny. Kiran tworzy listę rzeczy, które pomogą mu upodobnić
się do swych poprzednich wcieleń, i powoli realizuje swój plan.
Błękitny chłopiec to
przede wszystkim opowieść o inności, o poszukiwaniu swojego miejsca, ale i o
styku dwóch różnych kultur. Kiran musi żyć w amerykańskim świecie, ale
jednocześnie podporządkowywać się indyjskim wzorcom (na przykład zwyczajowi
wyszukiwania żony przez rodziców). Dodatkowo jego zainteresowanie wszystkim, co
dziewczęce i zmysłowe każe mu poniekąd „zejść do podziemi” – wie, że robienie
makijażu może być bardzo źle odebrane zarówno przez społeczność hinduską, jak i
amerykańską. To wszystko, plus coraz to nowe problemy z dojrzewaniem i
nieprzystosowaniem do rówieśników coraz bardziej popychają Kirana do
udowodnienia iż jest Bogiem. Choć to, co mnie zafascynowało w tej opowieści, to
obserwowanie Kirana-człowieka – inteligentnego, wrażliwego chłopca, który pod
wpływem odtrącenia z dobrego chłopca przemienia się chwilami w swoją gorszą
wersję. Satyal w ujmujący, wiarygodny sposób opisał tą przemianę, jednocześnie
czyniąc książkę płynną, ciepłą, i chwilami zabawną.
Na koniec w charakterze czepiania się – autor pod koniec
powieści zaczął trochę galopować z pomysłami, które jak dla mnie nie zyskały
odpowiedniej oprawy, nie zostały doprowadzone do końca. Jakby chciał poupychać
wszystkie dobre pomysły i jednocześnie zmieścić się na tych 300 stronach. W
efekcie koniec książki nie jest już tak płynny i magiczny jak jej większość –
innymi słowy, jest to dobry przykład na to, że im mniej tym lepiej. Nie
zniszczyło mi to jednak przyjemności z lektury.
Moja ocena: 5/6
Rakesh Satyal Błękitny
chłopiec
Tłum. Anna Gralak
Wyd. Znak
Kraków 2011
Książka przeczytana w ramach wyzwania „Od A do Z”.
Przeczytana dzięki uprzejmości Ktryi.
