O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Huta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Huta. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 października 2012

Najbardziej znienawidzony pomnik w historii (Nowej Huty)



Przez długi czas po wybudowaniu Nowej Huty nie było w niej gdzie składać kwiatów. Przy okazji każdej ważniejszej ( i mniej ważnej) wizyty oficjeli socjalistycznych wieńce kładziono przy bramie Centrum Administracyjnego, ale wszyscy zgodzili się, że nie jest to najszczęśliwsza lokalizacja. Zwykle w takich sytuacjach przydaje się pomnik. Dlatego też w 1970 roku ogłoszono konkurs na projekt pomnika Włodzimierza Lenina, który stanie na Alei Róż. Zwyciężył projekt prof. Mariana Koniecznego – 17 kwietnia 1973 roku Lenin stanął na wyznaczonym posterunku. Monument był spory – ważył ok. 7 ton, stąd późniejsze trudności w pozbyciu się go. Postać Lenina pokazana została w ruchu, płaszcz jego łopotał na wietrze, a sam wódz spacerkiem udawał się w kierunku swojej ulubionej Babiej Góry. Ufundowany został z trzynastych pensji oraz premii przysługujących robotnikom Huty, dlatego od początku nie cieszył się powszechną sympatią. Właściwie od chwili jego postawienia do upadku ZSRR Lenin będzie stałym obiektem mniej lub bardziej udanych działań mających na celu obalenie pomnika.

Lenin wtedy


Snuto pomysłowe plany obalenia pomnika za pomocą traktora i lin, próbowano go zniszczyć i ośmieszyć na wszelkie dostępne sposoby. Placyk za pomnikiem, na przeciwko restauracji Stylowej, okrzyknięto „Zad…em Lenina”. Planowano pokryć go walerianą, aby zwabić okoliczne koty i smrodem zmusić władze do usunięcia pomnika. Zostawiono mu kiedyś nawet liścik: „Masz tu rower, stare buty, wyp…j z Nowej Huty”, ale wódz nie reagował na tego typu mało wyrafinowane zaczepki.

Najbliżej pozbycia się pomnika byli organizatorzy zamachu 18 kwietnia 1979, kiedy ładunki wybuchowe zostały podłożone u jego stóp. Zamach jednak okazał się nieudany, a jedyną jego ofiarą był jeden z okolicznych mieszkańców, zmarły na zawał wywołany wybuchem. Ładunki oderwały jedynie piętę Lenina, dlatego od tamtej pory placyk za nim zmieni nazwę na „plac Włodka Urwipięty” a Stylowa od teraz zwana będzie „barem pod Kuternogą”.

Upadek Związku Radzieckiego pociągnął za sobą upadek wszystkich symboli poprzedniego reżimu. Wszystkich? Nie! Jeden mały czołg dzielnie stawia opór legalistom. Ale o tym innym razem. Teraz obalają Lenina – wreszcie, legalnie, można obwiązać pomnik sznurami i zepchnąć z postumentu. Dzieje się to 10 grudnia 1989. Następne lata Lenin spędzi w zamknięciu we Wróblowicach, by w 1992 roku zostać zakupionym przez szwedzkiego milionera Bendta Erlandssona za 100 tysięcy koron szwedzkich. Dziś można go podziwiać z miasteczku osobliwości pod Sztokholmem.

Lenin dziś :D
                        
 I tylko czasem żal, że nie zachował się do dziś...

Informacje pochodzą z:
Maciej Miedzian - Nowa Huta: Socjalistyczna w formie, fascynująca w treści, Kraków: Wydawnictwo Bezdroża, 2004.
Maciej Miedzian – Spacerownik. Nowa Huta -  najstarsze osiedla; [w:] Gazeta Wyborcza; 28 maja 2008; Wydawnictwo Agora
Leszek J. Sybila – Muzeum Rozproszone Nowej Huty – przewodnik; Wyd. MHK; Kraków 2007
Zdjęcie pomnika Lenina pochodzi ze strony:  http://www.sowiniec.com.pl/php/5_p_solidarna.php?ID3=103&s=1&li=&sort=OPS

poniedziałek, 3 września 2012

Piccadilly zamiast ratusza, czyli Huta w nazwach

 
Obiecałam posta o nieformalnych nazwach w Nowej Hucie. Zapraszam teraz do podróży po tej dzielnicy śladami niezwykłej inwencji twórczej mieszkańców.

Miejsce gdzie kiedyś stał Lenin, fotograf stoi tam, gdzie kiedyś stało... A w tle Piccadilly ;)

Zaczniemy od wspomnianego już w poprzednim, nowohuckim poście, Kombinatu. A konkretnie, od jego Centrum Administracyjnego, znajdującego się na końcu Alei Solidarności, które potocznie zwane jest Pałacem Dożów lub Watykanem. Skąd się to wzięło? W początkowej fazie socrealizmu każde państwo znajdujące się w sferze oddziaływania Sowietów miało dokonać przebudowy i przystosować miasta wyglądem do nowych, lepszych czasów. Aby podkreślić łączność z ludem i nadać tym budowlom charakter „miejscowy”, w każdym państwie wybrano jeden styl architektoniczny, który miał stanowić źródło inspiracji dla budowniczych. W Polsce, a tym samym, w Nowej Hucie – był to renesans. Zaczęto więc budynki ozdabiać attyką, wieżyczkami i innymi kunsztownymi elementami. Budynek Centrum był do tego stopnia bogaty, że niektórzy turyści po przybyciu doń myśleli, że to słynny dworek Matejki w Krzesławicach. I tak powstały nazwy odwołujące się do włoskiego renesansu.


Osiedle Urocze
 
Zaraz obok Pałacu Dożów znajduje się bar Meksyk. Jest to pozostałość tego, co niegdyś stanowiło pierwsze budynki wzniesione dla budowniczych Nowej Huty – gdzieś przecież musieli mieszkać ci, którzy wznosili Kombinat. Dopiero dwa lata po rozpoczęciu prac nad hutą zaczną powstawać pierwsze budynki mieszkalne. Nazwa bierze się od atmosfery, jaką tworzyli pracownicy po zakończonej zmianie, a nie była to atmosfera sielska i bezpieczna, potocznie prawdziwy Meksyk.

Teraz zapraszam na Piccadilly. Bo Huta ma swoje Piccadilly, a jakże. Pierwsze plany wznoszenia dzielnicy obejmowały dwa główne place, które miały wprowadzać tak ukochaną symetrię i tworzyć wrażenie pompatyczności i wielkości, a jednocześnie mieć praktyczne funkcje – oddzielenie miejsca władzy i miejsca kultury. Lustrzanym odbiciem Placu Centralnego miał być Plac Ratuszowy, połączone Róż. Po śmierci Stalina pieniądze jednak przestały płynąć, zdążyły powstać tylko Plac Centralny i Aleja Róż, Ratuszowy został częściowo zabudowany blokami mieszkalnymi, częściowo zagospodarowany jako park. Do tego parku codziennie przychodzą okoliczni mieszkańcy: starsi panowie grają w szachy, kobiety z wózkami zaznają chwili świętego spokoju, właściciele psów wyprowadzają swoich pupili. Tu toczy się życie towarzyskie okolicy, na środku zaś, zamiast Anterosa, znajdziemy nowoczesną rzeźbę zwaną potocznie „Rybą” (widzicie, mieszkańcy Huty wszystkiemu nadają nazwy). Ot, Piccadilly.


Kocur na parapecie - osiedle Zgody


Z Piccadilly, po dachach osiedla Uroczego, przemkniemy na osiedle teatralne, zwane Tajwanem. W roku 1955 wzniesiono tu pierwszy, i jak dotąd, jedyny teatr nowohucki, nazwany Ludowym. Była to odpowiedź na zarzuty, iż Nowa Huta pozbawiona jest zaplecza kulturalnego. Nietrudno się domyślić, skąd wzięła się nazwa osiedla. Ale Tajwan? Kiedy wzniesiono teatr, wokół nie było jeszcze nic. Wciąż zabudowywano Plac Centralny, wierzono jeszcze w plac Ratuszowy, nie było ani osiedla uroczego, ani szkół znajdujących się w sąsiedztwie teatru, ani kościoła. Nic, pusto. A w tej pustce Teatr Ludowy niczym wyspa, oddalona od centrum.

Koniecznie, mówiąc o nazwach w Nowej Hucie, należy wspomnieć i osiedlach. O osiedlu teatralnym była już mowa. Ale mamy obok niego osiedle Krakowiaków i Górali. To od tytułu pierwszej, wystawionej w Ludowym sztuki Wojciecha Bogusławskiego „Krakowiacy i Górale”. Jest grupa osiedli, których nazwy są do dziś niezbadaną zagadką – kiedy zdecydowano, że sama numeracja nie jest wygodna w codziennym życiu, osiedla zaczęły dostawać swoje nazwy, nadane przez ratusz (oryginalnie uchowały się tylko Centrum A, Centrum B, C i D). Ale dlaczego Urocze? Dlaczego Zgody? Dlaczego Słoneczne? Tego nie wiedzą nawet najtęższe głowy Krakowa (czytaj: tego nie wie nawet pan Maciej Miezian, największy specjalista ds. Nowej Huty i jej dziwactw, prywatnie historyk sztuki i pracownik Muzeum Dzieje Nowej Huty). Inna grupa osiedli dostała swe nazwy w nawiązaniu do ludowości – był to sposób na wykrzywienie religijności i wiary w mieszkańcach Nowej Huty. Zaczęto odwoływać się do starych wierzeń i podań ludowych, szczególnie ważnych w tym regionie. Stąd osiedle Wandy – tej samej, co nie chciała Niemca. Legenda głosi, że rzuciła się do Wisły pod Wawelem, a jej ciało wypłynęło w miejscowości, którą nazwano później Mogiłą. Znajduje się tam kopiec Wandy, będący jej symboliczną mogiłą, a od połowy XX wieku jest i osiedle Wandy. Na podobnej zasadzie wzniesiono np. osiedle Piastów, chociaż to już nowa Nowa Huta.

(Pan Miezian opowiedział mi przy okazji historyjkę, jak to kiedyś wchodzi na osiedle Zgody, a tam, na pierwszym bloku, wielki napis spray'em - "Osiedle Zgody - jeszcze krok i zginiesz". :D)

Jest tego jeszcze masa, właściwie, dopóki nie napisałam tego tekstu, nie zdawałam sobie sprawy, jak bogate nazewnictwo wiąże się z ta dzielnicą. Dlatego będzie ciąg dalszy, a w nim Arka Pana, „Blok Cudów”, nazwy ulic, kina nowohuckie i oczywiście Stylowa.

Informacje czerpałam z przewodnika po Nowej Hucie z Wydawnictwa Bezdroża oraz ze Spacerownika Nowa Huta. Najstarsze Osiedla z gazety Wyborczej. Oba autorstwa wspomnianego pana Macieja Mieziana, wybitnego opowiadacza dziejów Nowej Huty.

Wybaczcie ubogą szatę graficzną, ale wciąż nie mam czasu na  porządny spacer i zrobienie nowych zdjęć, więc posiłkuję się tymi dwudziestoma, które mam.

piątek, 17 sierpnia 2012

"O Nowej to Hucie piosenka..." czyli Zapiski z Krakowa cz. II

Rzut oka na Plac Centralny (im. Ronalda Reagana)

 
Chciałabym powrócić do chwalebnej tradycji bloga i opublikować kolejnego posta dotyczącego pięknego miasta Krakowa. Dziś zabieram was na krotki spacer po jednej w moich ulubionych ostatnio dzielnic mojego miasta – Nowej Huty.

Zanim opuścicie w popłochu Krakowskie Czytanie, zastanawiając się, co u licha ciekawego i ładnego może być w socjalistycznym mieście skupionym wokół czegoś tak mało romantycznego jak huta. I nie bylibyście w tych przemyśleniach dalecy od powszechnie przyjętego podejścia do tej, co by nie było, jednej z najnowszych części miasta. Z drugiej strony wycieczki zagranicznych turystów, na czele z historykami sztuki, walą drzwiami i oknami, by oglądnąć sobie to, co dla nas jest chlebem powszednim. Może więc warto spojrzeć na to miejsce pod innym kątem i przekonać się, że Nowa Huta da się lubić.

Te budynki były kiedyś... białe
W roku 1947 podjęto decyzje o wybudowaniu w okolicach Krakowa hutę, dwa lata później natomiast – dzielnicy mieszkaniowej dla tych, którzy w hucie mieli pracować. Powszechnym zdaniem miejsce budowy tego przedsięwzięcia wybrano, by upokorzyć konserwatywny Kraków, gdzie wciąż żywe były ruchy zarówno monarchistów jak i demokratystów – słowem – osób dążących do niepodległości od Związku Radzieckiego. Nie jest prawdą natomiast, iż ta okolica wolna była od przemysłu – już XIX wieku w Krakowie i okolicach powstawały większe i mniejsze fabryki i zakłady pracy, chociażby słynna Fabryka Emalii Oscara Schindlera, ale faktem jest, że akurat huta nie była najszczęśliwszym pomysłem na ta okolicę, gdyż materiały do produkcji stali trzeba było sprowadzać z pobliskiego Śląska, i tam właśnie huta miałaby rację bytu. A okolica, w której huta powstała, czyli miejsce starych, średniowiecznych nieraz wiosek, takich jak Mistrzejowice (pierwsza wzmianka z roku 1270 – za Wikipedią), Mogiła (gdzie w 1222 biskup Iwo Odrowąż ufundował dla cystersów pierwszy kościół) czy Krzesławice (tutaj podziwiać możemy dworek należący niegdyś do Jana Matejki), była najbardziej żyzną glebą, gdzie uprawiać można było prawie wszystko – niestety rekultywacja tego obszaru zajmie jeszcze długie lata i pewnie nigdy nie przywróci już dawnej świetności. Co nie znaczy, nie rośnie tam ładna kapusta – rośnie :D.


Przez pierwsze dwa lata powstały głównie zabudowania Huty im. Włodzimierza Lenina, następnie zaś zaczęto budować pierwsze osiedla, które wkrótce zasiedlić miało nowe, socjalistyczne społeczeństwo. Pierwsze budynki mieszkalne to właściwie baraki dla budowlańców, które ze względu na wieczorne wydarzenia zwane są do dziś… Meksykiem. W latach 50. natomiast powstaje to, co z Hutą kojarzy się najbardziej – Plac Centralny i otaczające je osiedla – Centrum A, Centrum B, Centrum C i Centrum D. Początkowo cała dzielnica dzieliła się na kwartały oznaczone literami i cyframi, ale ktoś zauważył, że chodzenie po Nowej Hucie przypomina grę w szachy – z B2 na D7, dlatego począwszy od lat 60. osiedlom nadawano nazwy. Dlatego dziś odwiedzać możemy osiedle Zgody, osiedle Urocze, osiedla Krakowiaków i Górali, Teatralne itp. Co do nazw w Nowej Hucie, to poświęcę im kiedyś oddzielnego posta, bo warto.

Zrobiony na wielkim zoomie budynek administracyjny huty, zwany Pałacem Dożów, obok niego usytuowany jest Meksyk, a prowadzi do niego Aleja Solidarności. Czujecie klimat?

Wbrew złej prasie w Nowej Hucie mieszka się w tej chwili najlepiej w całym mieście. Szerokie aleje, dużo parków, drzew, zero korków.


Mam nadzieję, że zainteresowałam was choć trochę tą mniej znaną dzielnicą Krakowa. Chciałabym zamieścić  kolejne posty na temat konkretnych miejsc czy zjawisk, kiedy zrobię więcej zdjęć  – dajcie proszę znać, czy was to interesuje!

wtorek, 1 maja 2012

Podsumowanie kwietnia


Kolejny miesiąc zakończony, toteż czas na małe podsumowanie.

W kwietniu przeczytałam 7 książek: dwie w ramach wyzwania Trójka e-pik (Cafe Szafe i Rubio) oraz jedną w ramach wyzwania Z półki (Raj). Sześć tytułów, z którymi się zapoznałam, przeszła moje najśmielsze oczekiwania i trudno byłoby mi wybrać Książkę Miesiąca, gdybym musiała to zrobić. Zarówno Tatami kontra krzesła, jak i Zapiski z wielkiego kraju okazały się genialną podróżą w dwóch diametralnie różnych kierunkach, Raj był najlepszą do tej pory przeczytaną przez mnie książką Lizy Marklund, i jednym z najlepszych szwedzkich kryminałów, jakie znam. Zapasy z życiem były długo przez mnie oczekiwaną „ambitniejszą literaturą’ – czyś, co nie tylko opowiada jakąś historię, ale również każe się zastanowić nad pewnymi sprawami. Jedna z przeczytanych w tym miesiącu książek (Smak chwili) zrobiła na mnie przeciętne wrażenie, ale bardziej ze względu na zmęczenie materiału, niż na samą książkę. I wreszcie ostatnia – Rubio – zasłużyła zdecydowanie na miano najbardziej dennej powieści 2012 roku, i chociaż za wcześnie jeszcze na takie deklaracje, to mam nadzieję, że tak już pozostanie, do drugiej takiej beznadziejnej powieści po prostu nie zniosę.

Kwiecień był pierwszym miesiącem, kiedy nie udało mi się ukończyć całkowicie wyzwania Trójka e-pik, nie przeczytałam bowiem horroru. Jednak natłok zajęć i nauki spowodował, że wolałam wybierać książki, których czytanie sprawi mi przyjemność i pozwoli mi odpocząć, zamiast męczyć się z czymś czego nie lubię. Kwiecień i najbliższe miesiące ogłaszam czasem czytania rekreacyjnego!

Równie żałośnie poszło mi w drugim wyzwaniu – Z półki, w ramach którego przeczytałam tylko jedną książkę. Jeśli się nie poprawię, to nie uda mi się osiągnąć zakładanego 4 poziomu, czyli 16 własnych książek.

Dumna natomiast jestem z tego, że udało mi się osiągnąć pewien postęp w kwestii niekupowania książek. Po poprzednich miesiącach, kiedy przynosiłam do domu po 10 tomów i więcej, kwiecień zakończyłam z niewielkim wynikiem 3 – z czego tylko jedna książka dla mnie, a dwie na prezent więc się nie liczą ;). Mam nadzieję utrzymać ten trend i odkopać się w kwestii czytania własnych książek, które następnie planuję częściowo chociaż wysłać w świat (i zrobić miejsce na nowe ;D).

Planów czytelniczych nie lubię, gdyż w tym miesiącu czekają na mnie dwa potężne egzaminy z procedur cywilnej i administracyjnej, dlatego zamiast w zagraniczna literaturę, dam nura w rodzimą twórczość legislacyjną. Trzymajcie zatem kciuki!

A zdjęcia zrobiłam niedaleko mojego domu, w środku milionowego miasta, jedną noga w Nowej Hucie - mówię Wam, jak to oszałamiająco pachniało!