O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Dlaczego nie lubię Whartona


To zdecydowanie najnudniejsza książka, jaką przeczytałam w tym roku.

William Wharton to pisarz, którzy zawsze znajdował się gdzieś na obrzeżach mojej świadomości. Kiedyś miałam w domu jedną z jego książek, ale oddałam bez czytania. Wiele jego powieści znajduje się w mojej osiedlowej bibliotece – zajmują tam całą półkę. Wybrałam „Rubio” do kwietniowego wyzwania, ponieważ traktował o Hiszpanii, w której jestem od niedawna zakochana, oraz dlatego, że fabuła opiera się tutaj na schemacie, który bardzo lubię. Otóż, samotny Amerykanin, po rozwodzie, postanawia kupić ziemię w Hiszpanii, zaczyna remontować dom, jednocześnie zaprzyjaźnia się z miejscowymi, zyskuje też wroga, zakochuje się…

Brzmi miło i sympatycznie, niestety, szybko okazało się, że styl Whartona zupełnie mi nie podchodzi. Powieść napisana jest w pierwszej osobie i w czasie teraźniejszym, więc wydawałoby się, iż czytelnik powinien mieć poczucie znajdowania się w centrum wydarzeń. To jest z resztą najlepsze w książkach, że przenoszą nas chociaż na chwilę w odległe miejsca i czasy. Tutaj jednak ta magia nie zadziałała. Wharton snuje swoją opowieść, jakby pisał raport wojskowy, tak samo bez emocji pisze o wewnętrznych rozterkach bohatera, jak o kolejnych czynnościach wykonywanych przez niego w celu wybudowania szamba. Przez pół książki właściwie nic się nie dzieje – gość buduje, je, idzie się ogolić do miejscowego fryzjera. Zaprzyjaźnia się z jego rodziną i zostaje zaproszony na kolację. Potem on zaprasza na kolacje ich, oni jego, on ich… łapiecie konwencję? W dodatku pisarz postanowił zanudzić czytelnika masą niepotrzebnych detali – chociażby nic nie znacząca scena kiedy bohaterowi psuje się samochód – łapie okazję, jedzie do pobliskiego miasta, znajduje lawetę, jadą z powrotem do samochodu, zaglądają pod maskę, akumulator, a może wtrysk paliwa, nie wiadomo, jadą do warsztatu, zaglądają, dowiadują się która cześć się zepsuła, ale nie ma jej w warsztacie, robią prowizorkę, jadą dalej. Po co to wszystko pisać? Jakby w między czasie poznał kogoś ważnego, to ok. Gdyby mu ten samochód ukradli – byłaby jakaś atrakcja. A tak mamy „fascynującą” historię zepsutego samochodu. Poza tym cały czas towarzyszą nam wynurzenia faceta w średnim wieku, który chciałby, ale się boi. Zakończenie jest w ogóle poniżej wszelkiej krytyki.  Najbardziej pasjonującym i pełnym emocji przeżyciem, jakie miałam w trakcie czytania tej powieści, była kontrola biletów w autobusie, gdzie ją czytałam.

Możliwe, że nie zabrałam się za najlepszą książką w dorobku Whartona. Może trzeba było spróbować czegoś innego. Może warto byłoby dać mu jeszcze jedną szansę. Ale prawda jest taka, że nigdy mnie nie ciągnęło do tego autora, dlatego „Rubio” pozostanie moim pierwszym i ostatnim doświadczeniem z tym panem.

Moja ocena: 2/6

William Wharton „Rubio”
Wyd. REBIS
Poznań 2003