O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eseje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eseje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 kwietnia 2013

Po prostu Ameryka



Ameryką interesowałam się od dawna, kilka lat temu chciałam nawet uczynić to zainteresowanie bardziej profesjonalnym, i rozpoczęłam studia na kierunku Amerykanistyka. Niestety, na drugim roku okazało się, że nie posiadam zdolności bilokacji, i studia porzuciłam, ale wciąż fascynuje mnie kraj i społeczeństwo zza oceanu. Dlatego z zainteresowaniem sięgam po literaturę, która choć trochę pomoże mi zrozumieć fenomen, jakim są Stany Zjednoczone.

Marek Wałuski przez wiele lat był korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie, gdzie przeprowadził się wraz ze swoją rodziną. Wałkowanie Ameryki to dosyć precyzyjne kompendium wiedzy na temat USA. Autor porusza liczne tematy ważne dla tej problematyki, i tym sposobem zapoznaje czytelnika z mentalnością, historią i kulturą Amerykanów. Dowiadujemy się z niej o pierwszych Polakach na amerykańskim kontynencie, mniejszościach etnicznych zamieszkujących Stany, używanych tam językach, systemie edukacji, wyznawanych religiach, stosunku do sportu, patriotyzmu, broni i motoryzacji. Wraz z Wałuskim poznamy dole i niedole chcącego kupić mieszkanie w Waszyngtonie, oraz tych, którzy pragną się nauczyć angielskiego i znaleźć pracę w jednym z 50 stanów. Wraz  z nim i jego rodziną przemierzymy tysiące kilometrów zwiedzając ten piękny kraj, ale i dowiadując się, dlaczego w Ameryce transport publiczny nigdy nie zyskał popularności. Poczytamy o muzyce country i o pogrzebach drive-thru, indiańskich kasynach na Florydzie i wolności po amerykańsku.

Jest to książka uniwersalna – zarówno dla zupełnych ignorantów w temacie USA jak i dla osób, które coś już tam o naszym zachodnim sojuszniku wiedzą – z telewizji, studiów, innych książek. Sama przyznaję, że wiele informacji nie stanowiło dla mnie nowości, ale było też mnóstwo takich, które mnie zaskoczyły. Moja wiedza na temat chociażby wiz do Ameryki czy ichniejszych cen paliw była bardzo okrojona, a ta książka na pewno dała mi szerszy wgląd w te tematy. Siłą rzeczy trochę porównywałam Wałkowanie Ameryki do Zapisków z wielkiego kraju Brysona, i chociaż są to zupełnie inne książki, parę drobiazgów z Zapisków znalazło swoje potwierdzenie w Wałkowaniu, co pokazuje, że Bryson nie zmyślał, opisując niekiedy absurdalne sytuacje  ze swojego kraju.

Jedyne, czego nie rozumiem, to reklamowania przez wydawcę tej książki jako napisanej „w dowcipny sposób”. Kiedy czytam taki opis, automatycznie wyobrażam sobie sposób pisania Billa Brysona czy Wojciecha Cejrowskiego, gdzie prawie każde zdanie sformułowane jest w specyficzny, zabawny sposób, a czytelnik co i rusz jeśli nie wybucha gromkim śmiechem, to chociaż chichota pod nosem. Wałkowanie Ameryki nie przypomina żadnej z książek wspomnianych autorów. Nie, żeby to była wada, ani zaleta, po prostu pan Wałkuski ma zupełnie inny styl. Książka czyta się świetnie, mimo nagromadzenia sporej ilości informacji o różnym znaczeniu, powiedzmy, strategicznym, napisana jest ona z polotem i widoczną fascynacją tematem. Owszem, raz czy drugi wspomniane są sytuacje komiczne czy popularne żarty Amerykanów, ale nie ma to nic wspólnego z „dowcipnym sposobem pisania”. Takie opisy wydawców potrafią być bardzo mylące i krzywdzące dla książki, szkoda, że coraz powszechniejsze.

Moja ocena: 5/6

Marek Wałuski Wałkowanie Ameryki
Wyd. Helion
2012
Ebook

czwartek, 16 sierpnia 2012

"Kobieta w podróży"


O Romie Ligockiej sporo słyszałam, jej życiorys i przeżycia w getcie są mi z pośrednich źródeł dość dobrze znane (wiecie jak to jest – z rożnych stron docierają do człowieka różne elementy opowieści), czytałam sporo cytatów z jej książek, ale przyznam szczerze, że nigdy nic jej autorstwa w całości nie przeczytałam. Aby nadrobić te braki, pożyczyłam sobie Kobieta w podróży, zbiór autobiograficznych esejów.

Tytuł książki jest nieco przewrotny – czytelnik, sięgając po tą pozycję, spodziewać się będzie opisów licznych podróży, uwag na temat podróżowania itp. Tymczasem są to impresyjki, epizody z życia emigrantki, człowieka, który wyrwał uszedł z życiem w czasie holokaustu, który stara się żyć normalnie, ale od czasu do czasu zaskakiwany jest przez własną psychikę, dostosowaną do wykrywania niebezpieczeństwa. Niekiedy zupełnie przez przypadek ujawniały się w autorki wspomnienia z czasów spędzonych w krakowskim getcie, pokazując, że tego piekła człowiek nigdy nie zapomina. Emigrant praktycznie nigdy nie jest u siebie, zawsze w podróży.

Zbiorek jest bardzo wyważony, mamy tutaj opowieści z Krakowa, Wiednia, Berlina, czy Monachium, obok historii śmiesznych i wesołych znajdziemy tu też historie przerażające i smutne, a czasem zwyczajne, przypadkowe, codzienne. Są tu opowieści z życia Romy Ligockiej oraz wspomnienia osób, z którymi się zetknęła. Są opowieści dawne i te bardziej współczesne. Autorka ma niesamowity dar opowiadania, nawet błahe sytuacje potrafi ubrać w przepiękne słowa. Nie jest to nachalny opis holokaustu – z resztą, nikt, kto faktycznie przeżył piekło II wojny światowej nie opowiada o swoich, nieraz naprawdę przerażających losach, z patosem. Mam wrażenie, że autorzy, którzy nie opisują własnych, a cudze przeżycia, często popadają w językową przesadę, jakby tym sposobem chcieli przekonać czytelnika, że naprawdę było strasznie. Ofiary wojny doskonale to wiedzą, i ich czytelnicy również, toteż w książce Romy Ligockiej wspomnienia wojenne pojawiają się mimochodem, nieraz jako tło opisywanych wydarzeń, co wywołuje niesamowity wręcz smutek. Ale jest w tych tekstach również nadzieja, pozytywne myślenie, próba radzenia sobie ze wspomnieniami, przekazania swojego żydowskiego dziedzictwa dalej.

Książeczkę czyta się bardzo szybko, mnie wystarczyło jedno pochmurne popołudnie, ale zostaje w sercu na długo. Bardzo polecam.

Moja ocena: 5/6

Roma Ligocka Kobieta w podróży
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2002

sobota, 7 kwietnia 2012

Kimono, śmierć z przepracowania i WC-kapcie czyli witamy w Japonii.


Ostatnio tak się złożyło, że miałam troszeczkę do czynienia z japońskością, a to przez fakt jednoczesnego czytania „1Q84” Murakamiego i oglądania Sailor Moon. Parę dni temu doszła jeszcze do tego książeczka Schmitta „Zapasy z życiem”, której akcja też dzieje się w Japonii. Okazało się jednak, że moja wiedza na temat tego kraju jest żenująco niewielka. Żadna właściwie. Postanowiłam zatem trochę się dokształcić w tym temacie i pożyczyłam od koleżanki „Tatami kontra krzesła”.

Jest to książka napisana przez japonistę, który pasję do tego tematu przejawiał już w dzieciństwie, a w dorosłym życiu rozwijał nie tylko na uniwersytecie, ale i w praktyce – podróżując do Kraju Kwitnącej Wiśni. Autor przybliża nam rozdział po rozdziale różne sfery życia Japończyków: od języka, poprzez pismo, podejście do pracy, edukację, kuchnię po mentalność i subkultury. Na początku czytania miałam trochę mieszane uczucia – pan Tomański często przechodzi płynnie z tematu na temat, a nie każdy zaczęty przez niego wątek jest szczegółowo omówiony. Niektóre kwestie pozostawia wręcz do zaakceptowania z dobrodziejstwem inwentarza, nie dając dodatkowych wyjaśnień. Jednak prędko przekonałam się, że ten minus jest tak naprawdę olbrzymią zaletą tej książki, czymś, co odróżnia ją (na plusie) od innych tego typu pozycji. Styl pisania autora jest gawiędziarski, płynny, trochę taki, jak kiedy opowiadamy znajomym o naszych podróżach. Nie przeprowadzamy wtedy wnikliwych analiz ale staramy się jak najwięcej opowiedzieć o różnych sprawach, które nas zainteresowały, poruszyły czy wydają nam się istotne. Jednak daleko tu do nieuporządkowanego monologu. Książka jest podzielona na kilka rozdziałów, w których pan Tomański po kolei wprowadza nas w kolejne kręgi kultury japońskiej, dotykając wszystkiego po trochę, a ciekawostki przeplata z konkretną wiedzą wspartą literaturą i badaniami naukowymi. Nie sili się na naukowe brzmienie, nie tworzy wielostronicowych raportów kulturoznawczych na temat jakiegoś drobnego detalu. Stara się ogarnąć całość.

Nie jest to książka, na podstawie której można napisać doktorat. I nie rości sobie do tego pretensji. Jest to natomiast idealna pozycja dla tych, którzy o Japonii nie wiedzą nic, lub prawie nic, i potrzebują coś, co „wprowadzi ich w temat”. Po przeczytaniu „Tatami kontra krzesła” można zabrać się za bardziej szczegółowe, naukowe pozycje – chociażby za „Chryzantemę i miecz” Ruth Benedict. Również dla tych, którzy o Japonii wiedzą trochę więcej zachęcam do sięgnięcia po tą książkę – autor bowiem na każdej stronie usiłuje przedstawić sposób myślenia Japończyków, ich mentalność i zmiany tej mentalności na przestrzeni wieków, co pozwala zrozumieć, dlaczego mieszkańcy tego kraju robią pewne rzeczy tak a nie inaczej, jak możliwe są tam pewne zjawiska, których byśmy nigdy nie zaobserwowali w Europie. Fajne jest również to, że nie ma tutaj takiego „obiektywizmu na siłę” – opowieść jest prowadzona z punktu widzenia Polaka, dla Polaków, w odniesieniu do naszej kultury, co pozwala lepiej zrozumieć tą inność Japonii. Nie bez znaczenia jest również humor, z jakim „Tatami” jest napisane, liczne odniesienia do kultury popularnej oraz piękne zdjęcia, zrobione przez autora. Ciekawe również jest to, że „Tatami kontra krzesła” nie jest entuzjastyczną recenzją Japonii. Pełno tu przykładów na to, że „druga Japonia” to nie do końca to, co chcielibyśmy widzieć na swoim podwórku (chyba, że marzymy o apokalipsie). Autor wskazuje na te elementy współczesnej kultury japońskiej i problemy jej współczesnego społeczeństwa, które nie leczone mogą w przyszłości doprowadzić do zapaści. To naprawdę zaskakujące, że coś, co wydawało nam się ostoją postępu i szczęśliwości może mieć zadłużenie publiczne na poziomie Zimbabwe.

W miarę czytania moje zdziwienie rosło w postępie geometrycznym. Bo jakież można ze spokojem przyjąć, że średnie roczne opóźnienie japońskich pociągów shinkansenów wynosi plus/minus… 20 sekund? Jak można nie ulec zaskoczeniu czytając, że Japończycy jeszcze 100 lat temu mieli podejście do pracy godne polskich panów z ławeczki przy monopolowym, a dziś stworzyli własny syndrom śmierci z  przepracowania? I że są tak zniesmaczeni własnymi odgłosami w toalecie, że montują dodatkowe spłuczki tylko do zagłuszania tychże, inwestują w gadżeciarskie deski klozetowe nie tylko myjące to i owo ale i przeprowadzające badania moczu, których wyniki przesyłane są następnie do szpitali, pozwalając państwu monitorować zdrowie swoich obywateli? Że około miliona młodych Japończyków cierpi na chorobę psychiczną, polegającą na spędzaniu miesięcy lub lat w zamkniętym pokoju, gapiąc się w ścianę lub komputer? Kiedy tak czytałam „Tatami” – zarówno te pozytywne, jak i negatywne zwyczaje Japończyków sprawiły, że zaczęłam myśleć o tym kraju jak o innej planecie. Zwyczaje i przekonania tam panujące są tak odmienne od naszych, że aby poczuć prawdziwy szok kulturowy nie muszę lecieć na Marsa – wystarczy samolot do Tokio. Sam fakt, że w Japonii otaczają nas te same marki, że ludzie chodzą podobnie ubrani i że szereg japońskich słów to żywa kalka z angielskiego nie znaczy, że bez problemów uda mi się tam kupić jedzenie czy znaleźć toaletę. I doszłam do wniosku, że globalizacja to mit.

Innymi słowy – chyba najlepsza książka z serii Spectrum, jaką do tej pory czytałam.

Moja ocena: 6/6


Rafał Tomański "Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii"
Wyd. Muza SA
Warszawa 2011

czwartek, 29 marca 2012

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o filozofii, ale wstydzicie się zapytać


Dziś chciałabym zaprezentować książkę, którą kupiłam sobie kilka miesięcy temu i od tamtej pory podczytuję fragmentami. Jest to pozycja z gatunku popularnonaukowych, bardziej może popularno, niż naukowych, która w 50 zgrabnych, krótkich rozdziałach prezentuje najważniejsze, najsłynniejsze, lub z innego powodu naj-, teorie filozofii – od starożytności po wczoraj.

Autor wyjaśnia tutaj metaforę jaskini platońskiej, tłumaczy, na czym opierali się twórcy Matrixa, pokazuje różnice między gilotyną  Hume’a a brzytwą Ockhama, przybliża treść dylematu więźnia, jak również odwołuje się do szeregu innych teorii, o których prawdopodobnie większość z was słyszała lub czytała. Nie znajdziecie tu żadnych wyrafinowanych teorii, wymagającej specjalistycznego backgroundu aby zrozumieć, o co chodzi. Właśnie taki cel przyświecał Benowi Dupre, oraz twórcom tej ciekawej serii. Książka  ma wyjaśnić w maksymalnie prosty, ale nie upraszczający sposób, najważniejsze pojęcia z danej dziedziny. Nie miejcie złudzeń – na pewno nie przygotuje was to do egzaminu z filozofii, ani nie uczyni filozofami. Nie odpowie też na pytania, które nurtują filozofów od zarania.  Książka przybliża tylko, o czym jest dana teoria, i dlaczego właściwie jest to jakiś problem, poddając temat do rozważań, nie gotowe odpowiedzi.

Dlaczego ta pozycja jest przydatna? Myślę, że wielu z was zdarzyło się w trakcie czytania czy oglądania serialu (mam tu głównie na myśli rzeczy typu Bones czy CSI) natrafić na pojęcie, którego nie rozumieliście, i konieczne było odłożenie na chwilę książki, czy wrzucenie pauzy, i sprawdzenie w Internecie o co chodzi. „50 teorii filozofii, które powinieneś znać” zawierają w sobie te pojęcia, do których autorzy książek, dziennikarze, naukowcy czy szerokiego rozumiani specjaliści, jak również bohaterowie filmów czy seriali, najczęściej się odnoszą. Wiedza, choćby pobieżna, o co chodzi, pozwoli każdemu lepiej zrozumieć otaczający nas świat – i to nie tylko tzw. wytwory kultury.

Dużym plusem tej książki są przykłady, często z życia wzięte, obrazujące dany problem, jak również krótkie motta – podsumowania, które zachęcają do własnych rozważań na interesujący nas temat. Teorie prezentowane w tej książce nie są uporządkowane chronologicznie, jednak znajdująca się w książce linia czasu (pod każdym rozdziałem oddzielna) pozwala umiejscowić dana teorię czy tezę nie tylko w czasie, ale i w kontekście przemyśleń innych filozofów. Dzięki temu zabiegowi czytelnik widzi, że filozofia to jednak uporządkowana dziedzina, gdzie nic (prawie nic) nie pojawiało się z nieba, ale miało swój punkt wyjścia w przemyśleniach poprzedników.

Podsumowując – polecam każdemu, kto jeszcze nigdy nie miał do czynienia z filozofią, a chciałby zdobyć jakąś podstawową wiedzę, albo czyja wiedza filozoficzna jest nieuporządkowana i fragmentaryczna, oraz każdemu, kto po prostu chciałby poszerzyć swoje horyzonty w tym kierunku. N marginesie dodam, że sposób, w jaki zrobiona jest książka zachęcił mnie do sięgnięcia po pozostałe z serii, dotyczące chociażby genetyki czy psychologii, z których moja wiedza jest jeszcze mniejsza niż z filozofii.

Moja ocena: 5/6

PS Z tej samej serii, tego samego autora, wyszła też książka „50 wielki teorii które powinieneś znać”. Po pobieżnym przewertowaniu stwierdzam, ze to to samo, lub prawie to samo, co „50 teorii filozofii”.

PS 2 Jakby się dobrze zastanowić, to książka ta spełnia warunki wyzwania "Z półki" - więc czwarta pozycja zrealizowana! :D