„Aleja samobójców” to kolejny polski kryminał, który
przeczytałam w swojej literackiej podróży przez Polskę. Bo nie wiem, czy już
pisałam, że w tym roku postanowiłam, z braku czasu i towarzystwa, na odwiedzenie
kilku polskich miast nie tyle „w realu” co na kartach powieści. Byłam już w
Warszawie i Wrocławiu, teraz, dzięki panom Krajewskiemu i Czubajowi – w Gdańsku.
Na mojej kryminalno-literackiej mapie czekają już od dawna Sandomierz (przez
Warszawę Centralną) w książkach pana Miłoszewskiego, następnie Kraków (”Sekret
Kroke” i pożyczone od Oisaj „Morderstwo tuż za rogiem”), ostatnio Agnieszka
zachęcała do podróży do Sanoka („Złoty wilk” Rychtera), a ja sama już jakiś
czas temu wygrzebałam pierwszy tom cyklu o Lublinie Marcina Wrońskiego („Morderstwo pod cenzurą”).
Takie więc są moje czytelnicze plany na
ten rok. Na razie jednak wracam do meritum – Gdańsk.
Muszę przyznać, że trudno mi było sklasyfikować i ocenić „Aleję
samobójców”, przede wszystkim dlatego, że trudno nazwać ją tradycyjnym
kryminałem. Powieść zaczyna się wprawdzie klasycznie – od trupa, i to trupa
zabitego w sposób, powiedzmy, nietypowy. Mamy też zaginionego, o którym nie
wiadomo – też trup, czy może morderca? Obaj panowie z resztą pomieszkiwali w
tym samym domu starców pod Gdańskiem, gdzie już wcześniej miały miejsce
niewyjaśnione zgony i sytuacje, kładące cień na „dom zachodzącego słońca”. Tu
jednak podobieństwa z każdym innym kryminałem się kończą, ponieważ główny
bohater, nadkomisarz Pater, już na wstępie zostaje odsunięty od sprawy przez
ABW, nazywane złośliwie przez innych glinarzy Abwehrą, i wysłany na urlop. Co
sprawia, że do zwykłego zabójstwa przybywa „tajna policja” i dlaczego usiłują
wszystko zatuszować? Pater postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania.
Prawda jest taka, że „Aleja samobójców” jest głównie o
Patrze (nie Paterze, broń Boże, o taką odmianę się obraża!). Mamy tutaj zatem
policjanta w średnim wieku, przez kolegów nazywanego Antypater od swoich
zdolności społecznych, z wykształcenia polonista, z zamiłowania pokerzysta, dla
przełożonych wrzód na d…. Podczas czytania miałam niekiedy wrażenie, że intryga
kryminalna odchodzi gdzieś na bok, by zrobić miejsce na portretowanie
skomplikowanej osobowości nadkomisarza, jego stosunków z otoczeniem (byłą żoną,
kolegami i podwładnymi) oraz dosyć kontrowersyjnych i bardzo nieregulaminowych
działań polskiej policji. Bywa tu bardzo brutalnie, policjanci, którzy winni
stać po jednej stronie walczą ze sobą, ale z drugiej strony niektórzy zdolni są
do niesamowitej solidarności, która może się narodzić tylko przy wspólnie
nierozwiązanej sprawie sprzed lat. Mamy działania poza prawem, mamy tuszowanie
zbrodni, ale i zemstę, i zapłatę za wyrządzone zło. A intryga, czy raczej
intrygi kryminalne toczą się gdzieś, swoim nurtem, by nagle wypłynąć, połączyć
wszystkie sznurki w jeden węzeł, a następnie dać się rozwiązać komisarzowi
Patrowi (nie Paterowi!). A nad wszystkim unosi się smród śmieci, gdyż w
Gdańsku, mimo okropnych upałów, trwa strajk śmieciarzy…
Mimo tych nietypowych zagrań, brutalności i smrodu śmieci
bardzo mi się ta powieść spodobała. Chociaż stworzona przez dwóch autorów,
napisana jest jednolitym językiem, tak że niemożliwym jest wskazanie, kto co
pisał, a książkę czyta się płynnie, bez nieregulowanych przeskoków. Główny
bohater jest typowy-nietypowy – z jednej strony: średni wiek, rozwodnik, raczej
pesymista. Z drugiej wykształcenie i co za tym idzie, olbrzymia wrażliwość na
czystość i poprawność językową oraz skłonność do hazardu. Tworzy to niezwykle
barwną postać, której nie sposób zaszufladkować. Autorzy na kartach powieści
ponad to demaskują to, co w naszej społeczności złe, brzydkie, śmierdzące. I
ten wszędobylski fetor śmieci, podkreślający szary obraz niektórych miejsc w Polsce.
Niekompetentnych lekarzy, brudnych gliniarzy, domów starców z piękną fasadą i
wysypiskiem na tyłach…
Polecam szczególnie tym, którzy lubią seriale takie jak Pitbull czy Fala zbrodni, bo klimacik tu mamy podobny jak we wspomnianych
obrazach. Oraz oczywiście wielbicielom prozy panów Krajewskiego i Czubaja. Ja
na pewno sięgnę po drugi tom z tego cyklu, „Róże cmentarne”.
Marek Krajewski, Mariusz Czubaj „Aleja samobójców”
Wyd. WAB, Seria Polityki - Lato z Kryminałem
Warszawa 2009
Książka przeczytana w ramach wyzwania Z Półki.
A tutaj pochwalę się jeszcze pożyczka od Oisaj: "Morderstwo tuż za rogiem" Zofii Małopolskiej. Dziękuję raz jeszcze!
A tutaj mój mały stosik kryminałów polskich, którzy planuje poszerzać o kolejne zdobycze:
A wy znacie jakieś dobre, polskie kryminały? Dajcie znać, gdzie jeszcze można pojechać :)





