O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

piątek, 6 września 2013

Bo dawno już nie było...

Już dobrą chwilę nie publikowałam tutaj osiągnięć polskiej myśli googlowej czyli statystyk. Nie wiem, czy to blog mój przyciąga wszelkiego autoramentu dziwolągi z ich przemyśleniami i pytaniami, czy niechcący tak doskonale go pozycjonowałam, że wyskakuje niezależne od tego, co wpiszecie do przeglądarki ;)

Co by nie było, przez ostatnie kilka miesięcy uzbierało się tego trochę - wybrałam tylko te najlepsze, bo inaczej post byłby chyba dwuczęściowy. Wciąż królują kucyki - w coraz dziwniejszych formacjach. Drugi jest pomnik Lenina, ale akurat te nie były tak zabawne, więc ich tu nie ujęłam. Z resztą, popatrzcie sami, czego to ludzie tu szukają:



Mój straszny kucyk – sic!
Dziw/ewczyny star trek na statku - ?
Okulary po krakowsku – to one się jakoś różnią od ogólnopolskich?
Pony hawana – sic!
Mój mały kucyk czytania – sic!
czołg jozif stalin 2 zdjęcia i plany – a może życie i plany? :D
stworzenia koniopodobne – sic!
co ty czytać – sama się czasem zastanawiać
miłość na wesoło – też fajnie
barcelona uliczny mim grajek – ulicznego mima grajka to akurat nie widziałam
ksika telefoniczna krakw – WUT?
komisarz baba – była taka
książka rozkład zwłok – po płatnym mordercy ktoś się najwyraźniej rozwija
ale nie zastrzele się – i dobrze!
blogi o modzie paryżanek – to nie tutaj, proszę stąd wyjść!
czytali komiksy na głos – zgroza
jakie pamiateki ze Sztokholmie – polska ładna języka
numer seryjny książki – numer ISBN to nie jest numer seryjny, prawda? A może jest? Zgłupiałam…

Jak Wam się podobają moje statystyki? Dodam, że niektóre z tych fraz, mimo ewidentnej atypowości, powtarzają się po kilka razy w tej samej stylistyce.Rozumiem zrobić błąd raz, ale trzy razy?

czwartek, 5 września 2013

Podsumowanie sierpniowego wyzwania

Podsumowanie znów spóźnione, i to znów moja wina - niestety, ponownie nie ogarniam wszystkiego, co się dzieje wokół, na czym cierpi przede wszystkim blog. mam nadzieję, że wybaczycie :). W sierpniu książki miejskie czytało 6 osób:

Niekwestionowaną liderką jest Nutinka, która przeczytała aż 7 (!) pozycji wyzwaniowych:
Alicja Niedźwiecka - Tydzień z godziną zero  Wrocław
Józef Ignacy Kraszewski - Krzyżacy 1410  Toruń, Malbork
Mariusz Wollny - Kacper Ryx  Kraków, Warszawa, Lublin
Mariusz Wollny - Kacper Ryx i Król Przeklęty  Kraków
Mariusz Wollny - Kacper Ryx i Tyran Nienawistny  Kraków, Warszawa
Mariusz Wollny - Kacper Ryx i Król Alchemików Kraków, Lublin
Mariusz Wollny - Oblicze Pana  Kraków, Warszawa, Gdańsk

Prawda, że zacnie?

Oprócz Nutinki udział wzięli:
Blanka W. - Nadia Szagdaj - Kroniki Klary Szultz  Wrocław

Wiki - Anna Maria Jaśkiewicz - Przeczekać ten dzień  Warszawa

Anetapzn - Agnieszka Chodkowska-Gyurcis, Tomasz Bochiński - Pan Wicher w Warszawie   Warszawa

Mafia - Małgorzata Musierowicz - Brulion Bebe B.  Poznań

Zorija - Janusz Grabowski "Wiadomość ze Sztokholmu" Gdańsk
 Rafał Dębski "Labirynt von Brauna"Oleśnica

Ja wciąż nie mogę się zebrać z napisaniem recenzji jedynej (!) książki miejskiej, jaką udało mi się przeczytać przez wakacje, czyli "Morderstwo pod cenzurą" Marcina Wolskiego. Miesiące letnie miały być odskocznią, a okazały się jeszcze gorsze niż poprzednie. Naprawdę modlę się już o rok 2014, gdyż ten 2013 okazał się dla mnie niedobry pod każdym możliwym względem i boję się, co jeszcze zdoła wymyślić.

Mam nadzieję, że wybaczacie i że dalej chcecie się ze mną bawić w tą literacką podróż po Polsce.

Jeśli tak, to na wrzesień proponuję:

Toruń

lub

książkę-przewodnik po jednym z polskich miast.

Toruń jaki jest, każdy widzi, natomiast jeśli chodzi o przewodnik, to już wyjaśniam - jeśli przez wakacje zwiedzaliście jakieś fajne miasto i mieliście po nim ciekawy, dobry przewodnik - napiszcie recenzję! Jeśli wpadła wam w ręce pozycja typu "przewodnik subiektywny" - dawajcie! Jeśli znacie  jakieś pozycje, w których znani i lubiani oprowadzają po swoim mieście, albo autor porusza się śladami jakiejś osobistości - to też pasuje.

Co do Torunia to przychodzi mi na myśl tylko książka Katarzyny Enerlich "Studnia bez dnia", dlatego proszę o inne propozycje.
Co do przewodników może być na przykład:
"Spacerowniki" z Biblioteki Gazety Wyborczej
O Krakowie recenzowałam kiedyś dwie takie książeczki:
Co to jest wątośle
Jacy? Tacy!

Toruńskie podpowiedzi Nutinki:
T. Szlendak, "Leven"
K. Korkozowicz, "Przyłbice i kaptury" i któraś z dwóch ostatnich części cyklu
M. Musierowicz, "Tygrys i Róża"
Książki Jadowskiej

Pozdrawiam i zapraszam do udziału!

środa, 28 sierpnia 2013

Jak to ja też wpadłam w Śliwkę jak śliwka w kompot



„Według mnie dobry pająk to martwy pająk, a całe to równouprawnienie jest g*wno warte, jeśli oznacza, że nie mogę poprosić faceta, żeby mi porozgniatał robale.”




Stephanie Plum ma permanentny problem z kasą i tyle wrodzonego wdzięku, co hipopotam w składzie kryształów. I niesamowity talent do wpadania w kłopoty. Aha, i mieszka w New Jersey. To jeszcze gorzej niż Wisconsin. Kiedy traci „lukratywną” posadę w firmie z niewymownymi, okazuje się, że jedyną pracą, jakiej może się podjąć, to doprowadzanie na komisariat tych, którzy nie stawili się w sądzie na swoje rozprawy. Czyli, jak to się mówi, może zostać łowcą głów. Jako pierwszą sprawę, za którą może zgarnąć 10 patyków, dostaje zlecenie na niejakiego Morelliego, znanego jej skąd inąd z innych okoliczności przyrody. Zanim jednak uda jej się doprowadzić tą sprawę do końca, spotka ją kilka ciekawych przygód.

Po pierwsze dla pieniędzy na upartego, gdyby ktoś koniecznie chciał szufladkować, mogłaby się wydać powieścią sensacyjną. Może nawet kryminalną. Tylko wtedy zacząłby oceniać ją przez pryzmat takiej właśnie książki i by się lekko rozczarował. Swoją wiedzę o gangsterach i policjantach autorka czerpała bowiem z amerykańskich filmów akcji z lat 80. Co widać, słychać i czuć, nawet jeśli się nie oglądało wszystkich 13 sezonów CSI. Główna bohaterka pakuje się cały czas w niewyobrażalne i nielogiczne sytuacje, co więcej, wychodzi z nich prawie bez szwanku.

To co sprawiło, że przeczytałam ją jednym tchem? Bo to genialny rozśmieszacz. Ja przy tej lekturze nie chichotałam, ja rechotałam na głos, zaznaczałam ołówkiem co zabawniejsze cytaty, a potem przypominałam sobie o nich następnego dnia i tak po prostu zaczynałam się uśmiechać do kodeksu postępowania administracyjnego. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam przy książce (cały czas mowa o powieści, nie o kodeksie). Ktoś mógłby powiedzieć, że dla wyjadacza kryminałów (jakim się nieskromnie mianuję) różne nieprawdopodobne zwroty akcji i ogólna fuszerka powinny być irytujące, ale tak nie było. Kojarzycie film Akademia policyjna? To jedna z moich ulubionych komedii – co z tego, że żadna z tych sytuacji nie mogłaby się przytrafić prawdziwym kadetom? Nie po to zrobiony był film i nie po to napisana została ta książka, żeby wyszukiwać niuansów i szukać zbrodniarza. Tylko po to, by dobrze się bawić. Na pewno sięgnę do dalsze części, co więcej, chcę je mieć na półce, gdyż czuję już, że ta seria wyląduje na mojej prywatnej liście rozweselaczy, gdzieś pomiędzy starą Chmielewską, Geraldem Durrellem i Dożywociem. Polecam każdemu, szczególnie, jeśli macie ostatnio ciężkie dni i chcecie odpocząć. Tylko nie do tramwaju!

Moja ocena: 5/6

Janet Evanovich Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy
Tłum. Dominika Repeczko
Wyd. Fabryka Słów
Lublin 2012

piątek, 23 sierpnia 2013

W gorącym powietrzu Afryki



Jedną serię książek autorstwa Alexandra McCalla Smitha już znałam i cenię za ciepło i humor z jakim te historie są opowiedziane – to 44 Scotland Street. Kiedy się zatem dowiedziałam, że ten pan stworzył inną jeszcze serię popularnych powieści, przez niektórych lubianą nawet bardziej niż wcześniej wspomniana, to oczywiście nie spoczęłam, dopóki nie wpadła ona w moje ręce. Mowa o Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr 1.

Ojciec polecił jej po jego śmierci sprzedać krowy i założyć jakiś biznes. I ona to zrobiła – założyła pierwszą w Botswanie agencję detektywistyczną. Mma Ramotswe swoje w życiu przeszła, ale zyskała dzięki temu mądrość, która pomaga jej rozwiązywać ludzkie problemy – małżeńską zdradę, zaginięcie, podejrzenia o czarną magię czy oszustwa ubezpieczeniowe. A nawet morderstwo. Z uśmiechem ale i czasem nutką smutku czytałam o prostych historiach prostych ludzi, i o nie zawsze wesołych zakończeniach ich historii. I czytałam o Botswanie, gorącym, pięknym, dumnym kraju, i o Afryce, której daleko do powszechnego wyobrażenia Europejczyków o Czarnym Kontynencie. Bo mam wrażenie, że wielu z nas wciąż widzi Afrykę jako prostą chatę bez drzwi, przed którą siedzi dzikus z dzidą i obgryza giczoła. Mnie się też czasem zdarzało tak myśleć, teraz jednak, kiedy widzę swój błąd, zamierzam więcej się dowiedzieć o tym najbardziej niedocenianym kontynencie.

Alexander McCall Smith znów napisał książkę tak ciepłą, że aż czuć przebijający z jej kart żar Afryki, ale też zwykłej ludzkiej dobroci i miłości. Pisać z takim wdziękiem i brakiem przesady potrafi niewielu.  Mogę polecić każdemu na chwile wytchnienia, na wakacje, na podróż, na zimno i na gorąco. Ja na pewno niedługo powrócę do Botswany – mam tam teraz przyjaciółkę-detektyw.

Moja ocena: 4,5/6

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik

Alexander McCall Smith Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1
Tłum. Tomasz Bieroń
Wyd. Zysk i S-ka, seria „Kameleon”
Poznań 2004

środa, 21 sierpnia 2013

W pogoni za resztkami rozumu



Do tej pory powieści Lauren Weisberger bardzo lubiłam. Diabeł ubiera się u Prady swego czasu dorobił się pozycji powieści kultowej, po raz pierwszy obdzierając tzw. „Wielki Świat” z tandetnego uroku i ukazując zgniliznę, kryjącą się nieraz pod błyszczącymi stronami kolorowych magazynów. Druga jej powieść, w Polsce nieszczęśliwie przetłumaczona pod tytułem Portier nosi garnitur od Gabbany (oryginalny – People Worth Knowing – chyba najlepiej oddaje sposób życia w wielkim mieście), chociaż często krytykowana, podobała mi się nawet bardziej, i w chwilach zmęczenia to do niej właśnie wracam. Bohaterki obu wspomnianych książek to normalne dziewczyny, które w poszukiwaniu pracy dały się wciągnąć w świat bogatych i sławnych – wpierw obserwując go z boku i z niedowierzaniem, a czasem nawet rozbawieniem, później jednak internalizując prawa nim rządzące, by w reszcie dać sobie z tym spokój.

Tak było. Myślałam, że dalej tak będzie, dlatego od dawna polowałam na kolejną książkę tej autorki – W pogoni za Harrym Winstonem. Jednak to,  z czego Weisberger naśmiewała się ze swoimi postaciami w pierwszych dwóch książkach, w trzeciej już okazuje się być normalnością. Zamiast fajnych, pełnowymiarowych bohaterek, z którymi każda z nas mogłaby się do pewnego stopnia utożsamić, dostajemy trzy piękne, odnoszące sukcesy manekiny, które nie doceniają tego co mają, nie wiedzą po co żyją i w ogóle są jakieś takie tępe. Nie tyle, że głupie (choć to też) ile jakby stworzone „na odczep się”, jakby zamiast precyzyjnej rzeźby postaci Weisberger wzięła kawałki zmurszałego drewna i zardzewiały scyzoryk i kilkoma ruchami stworzyła prymitywne figurki, które tyle samo z człowieka mają z zebry. Może to dadaizm, może wypalenie zawodowe, ale trudno powiedzieć, o czym jest ta powieść.

Nie da się tego czytać. Zwykle jak już dojdę do drugiej połowy, to staram się dokończyć lekturę, ale jeśli po prawie 300 stronach dalej nic się nie dzieje, to nie ma się co męczyć. Chicklity to wprawdzie łatwa i niezobowiązująca do myślenia literatura dla kobiet, ale powiedzmy sobie szczerze – łatwa nie znaczy głupia.

Moja ocena (do momentu, w którym przestałam czytać): 1/6. Może później to dzieło na miarę Wojny i pokoju, ale wątpię.

Lauren Weisberger W pogoni za hardym Winstonem
Tłum. Hanna Szajowska
Wyd. Albatros
2009