O książkach, o Krakowie, o książkach w Krakowie i o Krakowie w książkach

wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013

Podsumowanie bardzo lubię, i właściwie nie wiem, dlaczego z nich zrezygnowałam w 2013 roku. Nie mogłam sobie jednak odmówić podsumowania roku - jest to doskonała okazja do przeglądu półek i bloga, sprawdzenia, jak moje gusta literackie zmieniły się na przełomie lat, co teraz zwraca moją uwagę bardziej, jakie eksperymenty przedsięwzięłam, które się udały, a które nie.

Zaczynając od ogółu, w 2013 roku przeczytałam 56 książek. Udało mi się zatem zrealizować wyzwanie z portalu Goodreads - ustawiłam sobie na ten rok poprzeczkę 52 książek, i powiem szczerze, przez cały rok miałam obawy, czy uda mi się przeczytać chociaż jedną książkę tygodniowo.

Obawy jak najbardziej uzasadnione, bo działo się dużo - ostatnia prawdziwa sesja trwająca od początku stycznia do końca marca, kwiecień i maj poświęcony na przygotowywanie się do ostatniego egzaminu, pisanie i obrona pracy magisterskiej, pierwsza praca, nauka do aplikacji. Bywały dni, kiedy nawet nie popatrzyłam się w stronę książki (która nie byłaby kodeksem), a czasu nagle okazało się za mało na wszystko. Ale podołałam, i jestem z siebie bardzo dumna. Na kolejny rok trochę podniosę poprzeczkę i spróbuję przeczytać 60 książek, wiedząc, że kolejny rok nie zapowiada się wcale lżej.



Przechodząc do szczegółów - jak można scharakteryzować mój czytelniczy rok 2013? Podobnie jak rok temu, kryminały nie stanowiły już połowy moich osiągnięć, ich liczba to zaledwie 22. Niewiele więcej, bo 17, przeczytałam książek typu non-fiction, chociaż ta grupa sama  w sobie była bardzo zróżnicowana - felietony, reportaże, przewodniki, poradniki. No właśnie - poradniki i literatura motywacyjna to coś zupełnie nowego w mojej biblioteczce. Zainteresowałam się tymi książkami pod wpływem kilku dobrych blogów dot. samorealizacji, a skoro rzadko pojawiają się takie recenzje w blogosferze książkowej, postanowiłam podzielić się z Wami moimi uwagami na temat tego typu książek. Co do pochodzenia książek, zaledwie 14 przeczytanych w tym roku było autorstwa polskich pisarzy, reszta pochodzi z zagranicy, co w świetle mojego wyzwania (o nim jutro) stanowi porażkę. Zagranica z resztą też nie była bardzo różnorodna - w tym roku zawitałam głównie do USA, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Francji. Wszystkie książki, które na pierwszy rzut oka wydawały się bardziej egzotyczne, okazywały się pochodzić właśnie z tych krajów.

Przechodząc do bardziej formalnych aspektów: zaledwie 6 przeczytanych książek podpada pod wyzwanie Z Półki, czyli zostało zakupione przed 2013 rokiem. Z kolei 13 to moje własne zakupy z tego roku - i to jest pozytyw, że wreszcie zaczęłam w miarę na bieżąco czytać to, co przysposabiam. Przeczytałam też 12 pożyczek, nie byłoby źle, gdyby nie stosy innych pożyczonych książek, które czekają na swoją kolej. Zaledwie 5 innych pochodziło z bibliotek - uwielbiam z nich korzystać, ale niestety przy moich godzinach pracy ta przyjemność zostaje mi powoli odbierana. 10 przeczytanych było w formacie ebooka, reszta była tradycyjna (ale to się pewnie zmieni, bo mam wreszcie wdzianko na czytnik). W tym roku doszła jeszcze nowa kategoria - recenzenckie, których przeczytałam 9.

Odkrycia roku w temacie autorów to kilka nazwisk, z którymi zdecydowanie spotkam się w 2014 roku. Przede wszystkim Jonathan Carroll, którego "Kraina Chichów" była jedną z najlepszych powieści tego roku. Kolejna osoba - tym razem Polka - to pani Marta Kisiel, która nie tylko napisała przeurocze "Dożywocie", ale i szykuje na 2014 kolejne powieści. Czekamy! Następna pani, którą podobnie jak panią Kisiel miałam okazję spotkać w tym roku, to Ruta Sepetys, której kolejna powieść wychodzi w styczniu, i którą na pewno nabędę. Z klasyków - po raz pierwszy przeczytałam coś autorstwa Johna Steinbecka, który zawładną moim umysłem, żałuję, że dopiero teraz zapoznałam się z jego twórczością, ale jednocześnie cieszę się, że mam jeszcze większość jego powieści przed sobą.

Były też kontynuacje moich ulubionych cykli - tutaj ukłon w stronę Wydawnictwa Czarna Owca, które wydało w 2013 aż 3 tomy Arne Dahla - liczę, że ta passa będzie trwać w 2014. Z kolei WAB rozczarował tylko jednym tomem Marthy Grimes, jak tak dalej pójdzie, to chyba zacznę zamawiać kolejne tomy w oryginale.

A moja ulubiona autorka - J. K. Rowling - wydała kolejną świetną powieść, i jednocześnie pierwszy tom cyklu o detektywnie Cormoranie Strike'u - czyli będzie na co czekać przez najbliższe lata.


Przechodząc do szczegółów, oto moja lista 10 najlepszych książek 2013 roku - nie było łatwo, bo dzięki Wam, blogerzy, coraz rzadziej trafiał na słabe książki. Kolejność zatem będzie dowolna, a i tak najchętniej dorzuciłabym drugie 10 (tylko kto by chciał czytać taką długa listę?).

1. Ransom Riggs "Osobliwy dom pani Peregrine" - trochę baśni, trochę horroru, czyli naprawdę mocna literatura dla młodzieży.








2. Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc" - wstrząsająca historia rewolucji w Afganistanie, a jednocześnie smutna, bolesna opowieść kobiet, które próbowały żyć w tych trudnych, niespokojnych czasach i warunkach. Potwierdzenie dla mnie, że każda książka tego autora to małe dzieło sztuki.


3. Marta Kisiel "Dożywocie" - jako prawdopodobnie ostatnia blogerka książkowa przeczytałam wreszcie w marcu tą przezabawną i przecudowną powieść. Donośny śmiech oszołoma gwarantowany!


4. John Steinbeck "Tortilla Flat" - cieniutka powieść, która jednocześnie pokazuje kunszt pisarza, który niewielu jest w stanie osiągnąć. Rzadko mi się zdarza, bym rozkoszowała się każdym akapitem czytanej książki.








5. Jonathan Carroll "Kraina Chichów" - tytuł wybrany zupełnie w ciemno, chyba w związku z wyzwaniem Trójka e-pik. Gdybym wiedziała, o czym to jest, to pewnie wykazałabym letnie zainteresowanie, i jednocześnie przegapiła prawdziwą literacką ucztę.

6. Mariusz Szczygieł "Niedziela, która zdarzyła się w środę" - jeden z licznych przykładów, że polska literatura reportażem stoi. Polska lat 90. to nie kraina mlekiem i miodem płynąca, a przerażający obraz, który pamiętam jak przez mgłę.

7. Marek Wałkuski "Wałkowanie Ameryki" - świetna książka o państwie, które niby wszyscy znamy, a którego nawet sami Amerykanie nie ogarniają.










8. Filip Springer "Wanna z kolumnadą" - kolejny przykład świetnego polskiego reportażu, wraz z jego autorem przemierzymy nasz kraj w poszukiwaniu architektonicznych potworków i spróbujemy wyjaśnić, dlaczego Polakom nie przeszkadza, że za oknem jest brzydko.

9. Krzysztof Varga "Polska mistrzem Polski" - chciałoby się z przekąsem powiedzieć, "nasi górą!". Zbiór felietonów o kulturze naszej polskiej ostatnich lat - o dobrych książkach, a dziwnych zjawiskach, o filmach, muzyce, prasie. I o polskim szaleństwie bez metody.

10. Wacław Radziwinowicz "Gogol w czasach Google'a" - korespondencja z kraju naszych sąsiadów, co to duszę mają podobną, ale jednocześnie zadziwiają nas od wieków. Przerażająca i pasjonująca lektura.








Chciałoby się jeszcze wspomnieć o "Morderstwie na mokradłach" Saszy Hady, o "Dziewczynach atomowych" Denise Kiernan, o "Szarych śniegach Syberii" Ruty Sepetys. Ale o każdej przeczytanej przez mnie w tym roku książce coś napisałam, dlatego zainteresowanych zapraszam do czytania zaległych recenzji, oraz do dalszego śledzenia Krakowskiego Czytania, bo nigdzie się stąd na razie nie wybieram.


Aha, od jakiegoś czasu blog ma też swojego fanpage'a na Facebooku, zapraszam do jego polubienia: https://www.facebook.com/krakowskieczytanie?ref=hl, aby być na bieżąco z kolejnymi postami.


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU!

niedziela, 29 grudnia 2013

Czy Rowling potrafi pisać kryminały?

Potrafi. Wbrew temu, co niektórzy twierdzili lata temu, rok temu przy okazji premiery Trafnego wyboru, co twierdzą dziś i co pewnie będą dalej głosili – Joanne Murray, czyli J. K. Rowling potrafi pisać, a z każdą książką udowadnia, że potrafi z powodzeniem tworzyć w ramach szerokiego wachlarza gatunków. Napisała genialny cykl fantastyki, potem dopisała parę podręczników dla uczniów Hogwartu, następnie opublikowała piękne baśnie dla małych czarodziejów. Opuściwszy świat magii, stworzyła świetną powieść obyczajową, a teraz okazuje się, że może dać swoim czytelnikom również trzymający w napięciu kryminał, powstały pod pseudonimem Robert Galbraith.

Poznajemy Cormorana Strike’a i jego tymczasową asystentkę, Robin. Robin tak naprawdę dopiero szuka prawdziwej pracy, zaś Strike właśnie stał się bezdomny i niemalże bezrobotny, nie licząc jednej marnej sprawy prowadzonej przez jego agencję detektywistyczną. Jednak los się odmienia, stary znajomy sprzed lat oferuje mu wysoką gażę za wyjaśnienie zagadkowej śmierci jego siostry, słynnej modelki. A Robin, wbrew sobie i swojemu narzeczonemu, nie może powstrzymać się od udziału w emocjonującym śledztwie kosztem szukania „prawdziwej” posady.

Nie można powiedzieć, aby fabuła Kukułki pędziła, ale też nie była ślimaczo wolna. Rowling snuje swoją kryminalną opowieść, która czasem ustępuje miejsca powieści obyczajowej. Autorka bardzo skrupulatnie odmalowuje wszystkie grupy społeczne, od bezdomnych, poprzez pracowników fizycznych, show biznes aż po arystokrację, każdej postaci nadaje wyraźny rys, historię i sposób wysławiania się. Tu i tam zaś wplata niby nic nie znaczące wskazówki, które prowadzą do wielkiego finału.

Jedyne, co mi w lekturze naprawdę przeszkadzało, to spolszczenie niektórych wyrazów, o których wszyscy wiemy, że pochodzą z angielskiego, wiemy jak je przeczytać, a ich polski zapis fonetyczny wygląda śmiesznie. Tymi „lanczami”, „koledżami” i „skłotami” usiana jest cała książka, przyznam szczerze, że do tej pory się z taką manierą nie spotkałam (poza żartobliwym pisaniem o „fanpejżach”), kiedy po raz pierwszy zobaczyłam te wyrazy, nie wiedziałam o co chodzi - dopiero przeczytawszy na głos, zrozumiałam, co czytam.

Wydawca zapowiada, że Wołanie kukułki to dopiero początek nowej serii kryminałów. Mam taką nadzieję! J. K. Rowling udało się bowiem, po Harrym Potterze, stworzyć kolejnego ciekawego bohatera, którego losy będziemy mogli śledzić przez lata.

Moja ocena: 5/6

Robert Galbraith Wołanie kukułki
Wyd. Dolnośląskie]
Wrocław 2013


Książkę otrzymałam w prezencie gwiazdkowym od Wydawcy, za co serdecznie dziękuję.

czwartek, 26 grudnia 2013

"Ludzie to idioci"

Niedawno pisałam o pierwszej przeczytanej przez mnie książce Larrego Wingeta – Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć, która jest typowym poradnikiem. Przynajmniej w sferze formy, bo już język i niekiedy treść dosyć sporo się od zwykłych poradników różni. Teraz zaś zabrałam się za kolejną pozycję tego autora – Ludzie to idioci, czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenia i jak to zmienić. I tutaj już nic nie jest typowe.

W pierwszej części książki, z typową sobie wrażliwością, Larry udowadnia nam, że ludzie to idioci. Dla niektórych z nas ten fakt jest oczywisty, jednak już to, że sami się do tych idiotów zaliczamy, to niekoniecznie. Czytamy, czytamy, i z jednej strony nie można nie przyznać gościowi racji, bo faktycznie – wiemy, że coś jest szkodliwe, widzimy nawet efekty naszego działania, ale i tak robimy to, co robimy, dalej i bez próby poprawy. Ale z drugiej strony – właśnie magiczne, sakramentalne ALE. Na wszystko znajdujemy wymówki, które z kolei Larry nam wytyka i dalej udowadnia, że jesteśmy idiotami w niektórych sferach naszego życia. I że w tych sferach się nam nie polepszy, jeśli nie przestaniemy być idiotami.

W tym pomaga druga część książki – to już nawet nie poradnik, ale podręcznik, podzielony na listy, odnoszące się do różnych sfer życia, gdzie punkt po punkcie dostajemy gotowe rady i pomysły na to, by przestać być idiotą finansowym, idiotą zawodowym czy idiotą w związku. Pod każdą listą zaś jest wolnie miejsce do wpisania własnych problemów, potrzeb, sugestii i sposobów na ich rozwiązanie. Bo Ludzie to idioci to podręcznik do bycia lepszym. Nie da się chyba napisać książki z radami dla każdego, bo każdy jest inny, dlatego autor daje czytelnikowi tylko wskazówki, ale treść właściwą musimy wpisać sami. A kiedy już wypiszemy sobie wszystko ładne w listach, łatwiej nam będzie punkt po punkcie dojść tam, gdzie chcemy się znaleźć.

Jak już pisałam przy okazji poprzedniej książki – wiele z uwag Larrego Wingeta nie jest niczym odkrywczym, jednak czasem tak skupiamy się na pewnych skomplikowanych mechanizmach (lub sami je tworzymy), że niektórzy z nas potrzebują właśnie takiego kopa prostej wiedzy. Na pewno też niewiele osób potrzebuje wszystkich porad zawartych w tej książce. Bo iluż może być takich pechowców Brianów, którzy potrzebują pomocy w KAŻDEJ dziedzinie swojego życia? Ja osobiście ominęłam między innymi porady dotyczące bycia dobrym małżonkiem i rodzicem – nie jestem ani jednym ani drugim, na chwilę obecną taka wiedza jest mi zbędna, jeśli kiedyś odniosę na tych polach porażkę, to zwrócę się do Larrego, na razie nie ma takiej potrzeby. Ale kilka rozdziałów okazało się faktycznie pomocnych, dlatego mogę z czystym sumieniem polecić tą książkę poszukiwaczom dobrej pozycji self-helpingowej i motywacyjnej.

Moja ocena: 5/6

Larry Winget Ludzie to idioci. Czyli jak rujnujemy sobie życie na własne życzenie i jak to zmienić
Wyd. Druga Strona
Warszawa 2013


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawcy i Pani Natalii Kado z BookSenso.

środa, 25 grudnia 2013

Mało świąteczna recenzja - Rosja to nie kraj, to stan umysłu

W Rostowie nad Donem, na jednej z bocznic kolejowych, stoją wagony-chłodnie. Do tych wagonów w czasie wojny czeczeńskiej w 1995 roku zwieziono 268 ciał niezidentyfikowanych, poległych w tej wojnie, rosyjskich żołnierzy. Zastrzeleni, spaleni, rozerwani minami leżą i czekają na identyfikację. Co jakiś czas przez ten upiorny pociąg przechodzi jedna z kobiet, która poszukuje swojego syna. I znajduje, mimo, że wiele z tych ciał jest tak zmasakrowana, że wydaje się nie do odróżnienia. Ale matka zawsze pozna. A musi przez to przechodzić dlatego, że nikomu nie chciało się wprowadzić systemu identyfikacji żołnierzy, nikt nie sporządził odpowiedniej dokumentacji, nikt nie chciał zająć się ciałami poległych, a środki na rozwiązanie tej kwestii dawno rozkradziono.

Takich historii w książce Gogol w czasach Google’a jest wiele. Wacław Radziwinowicz stworzył krótkie, sugestywne portrety ludzi naznaczonych Rosją, opisał przerażające sprawy z reporterskim obiektywizmem ale w sposób nie pozbawiony emocji czy szacunku, a nawet z próbą zrozumienia zjawiska, jakim jest Federacja Rosyjska. Z wprawą przenosi czytelnika z tematu w temat, z historii w politykę, z gospodarki w ekonomię, z kwestii społecznych na religijne. Bierze na tapetę Rosjan z Moskwy i z najbardziej odległychkrain, Czeczenów, Gruzinów, Chińczyków. Jest sprawa polska i jest sprawa amerykańska. Dziennikarz opowiada o nieznanych aspektach znanych historii: Biesłan, Dubrowka, Kursk, ale i o historiach zwykłych ludzi, tych najbogatszych i tych najbiedniejszych, tych, którzy próbowali coś zmienić, i tych, którym dobrze było tak jak było, póki nie upadło ZRSS. Z zaskoczeniem poznałam opowieść pewnej Niemki, która w czasie wojny przeżyła coś, co do złudzenia przypominało fabułę niedawno przez mnie czytanych Szarych śniegów Syberii.

Na okładce możemy przeczytać „Sensacja! Okazuje się, że Rosję można zrozumieć”. Miałam w trakcie lektury żal do autora tych słów, bo ja niestety nie mogłam zrozumieć, jak państwo tak wielkie, tak bogate i biedne zarazem, tak skorumpowane i tak oparte na przemocy, tak rozciągnięte w czasie i przestrzeni, jest w stanie w ogóle egzystować. I tego Wam ta książka nie wyjaśni, jednak w trakcie lektury faktycznie czytelnik zaczyna rozumieć nie tyle JAK to działa, ile DLACZEGO niektóre rzeczy są takie jakie są. Nie odkryje się logiki za tym wszystkim, bo tam jej nie ma, ale poczuje się rosyjską duszę, która nie jest wcale taka inna od naszej, polskiej.

Czytałam Gogola w czasach Google’a przez miesiąc, nie dlatego jednak, że czyta się źle. Książka ta jest naładowana tak potężną ilością wiedzy  i odwołaniami do pewnych wydarzeń z historii i współczesności, że wielokrotnie musiałam posiłkować się Wikipedią, by uzupełnić najpierw swoją marną wiedzę. Dzięki temu dziś wiem o Rosjii sto razy więcej niż w listopadzie, a co ważniejsze, wiem, ile jeszcze nie wiem. I zostawiła mnie ta lektura z autentyczną chęcią poznania Rosji lepiej, z fascynacją tym pokręconym krajem. Ta książka powinna być lekturą obowiązkową w polskich szkołach – o wiele lepiej niż mickiewiczowskie „moskale”  przygotować nas może do życia dziś i teraz w cieniu tego wielkiego mocarstwa, pomóc zrozumieć się nawzajem i może w końcu – zakopać wojenny topór.

Moja ocena: 5,5/6

Książkę przeczytałam dzięki akcji Notatnika Kulturalnego.

Wacław Radziwinowicz Gogol w czasach Googla
Biblioteka Gazety Wyborczej
Wyd. Agora S. A.

Warszawa 2013

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Kochani czytelnicy bloga
Krakowskie Czytanie


W tym magicznym, wyjątkowym dniu
pragnę życzyć Wam
 i Waszym bliskim
wyjątkowych Świąt, spędzonych w gronie tych,
których kochacie najbardziej,
abyście w tym szczególnym czasie
znaleźli chwilę, by odpocząć, zrelaksować się
i odczuć wdzięczność za to, co jest Wam dane.

Zaś w Nowym Roku życzę Wam:
1. wiosennej Wielkanocy i białego Bożego Narodzenia (a nie na odwrót)
2. dużo czasu na czytanie
3. jeszcze więcej czasu na spotkania z przyjaciółmi
4. realizacji marzeń i inspiracji do tworzenia w głowie kolejnych.

WESOŁYCH ŚWIĄT!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Co zamierzam czytać przez Święta

Trochę dużo ostatnio tych stosików, ale po prostu musiałam sobie skonstruować taki, z którym chcę wejść w Święta i Nowy Rok. Przez ten rok nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie, zawsze coś było, zawsze coś wisiało, co wymagało czasu i energii, i praktycznie każda przeczytana strona była stroną wygraną od losu. Zatem teraz, kiedy w perspektywie mam aż tyle dni wolnego (z małą przerwą w piątek i poniedziałek) postanowiłam się okopać starannie wybranymi lekturami i ponadrabiać zaległości. No, a skoro już zrobiłam to co? Nie pokażę? To się kłóci z moją naturą blogera.


Na pierwszym miejscu Nowy Jork – tak ja sobie macam i oglądam odkąd kupiłam, coś czuję, ze dłużej już nie wytrzymam i muszę przeczytać, pójdzie chyba szybko, bo i temat zacny, i obrazki są. Shirley to pożyczka, która czeka już rok, w zeszłym grudniową lekturą była Agnes Grey i wtedy się okazało, że książki brytyjskich sióstr bardzo dobrze wchodzą właśnie w tym świątecznym okresie. Następnie bardzo przez mnie wyczekiwane Wołanie kukułki. Jakoś w tych okolicach w zeszłym roku czytałam Trafny wybór, byłam zachwycona, w ogóle Rowling uwielbiam, toteż na pewno się na tej książce nie zawiodę. Królowa zdrajców to prezent gwiazdkowy z zeszłego roku, w końcu wypadałoby doczytać do końca ulubiony swego czasu cykl (lubić pewnie dalej lubię, ale w moim przypadku czekanie rok, dwa na kolejny tom to niewypał – odechciewa się czytać, bo zapominam, co było wcześniej). Strajk na Boże Narodzenie czyli świąteczna lektura musi być – ta kupiłam rok temu i czekała specjalnie na Święta, mam nadzieję, że mi się spodoba J. Harry Potter i Komnata Tajemnic czyli przypadkowo wybrany tom cyklu o małym czarodzieju. Nic na to nie poradzę, że nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez Pottera, zapewne nie tylko przeczytam po raz nie wiem który książki, ale i urządzę sobie maraton filmowy. Na koniec Acqua alta – włoski kryminalik, wprawdzie włoskie to raczej znaczy „wakacyjne”, ale Wenecja u Donny Leon jest na tyle mroczna, że wpisze się w mrok panujący za oknem.

Na pewno coś jeszcze pojawi się pod choinką, toteż nie będę kłamać, że to ostatni w tym roku stosik (mam taką nadzieję), ale tak mniej więcej przedstawiają się moje świąteczne typy książkowe. Trochę wigilijnej obyczajówki, trochę kryminału, trochę fantastyki, trochę Nowego Jorku, trochę klasyki i trochę współczesności. Ergo, taka książkowa kutia.

wtorek, 17 grudnia 2013

Stosik listopadowo-grudniowy

Ostatnimi czasy przystopowałam nieco z nabywaniem i gromadzeniem książek - powód prozaiczny i wszystkim nam znany czyli zaległości półkowe i pożyczkowe. Druga przyczyną jest fakt, że nie mam już tyle czasu co kiedyś na gonienie po księgarniach. No bo jak już człowiek chodzi to co? Nie kupi? Nie kupi tego ostatniego egzemplarza w taniej książce? Nie skorzysta z 25% zniżki? Nie dokupi brakującego tomu do kolekcji?

W związku z tym przez część listopada i część grudnia uzbierałam tylko taki niepokaźny, ale za to szalenie interesujący stosik (nie załapała się tylko jedna książka, która jeszcze nie dotarła).


A co tu mam?


Śmierć w Amazonii Artura Domosławskiego i Przemytnika doskonałego Luca Rastello udało mi się pożyczyć na biblionetkowym spotkaniu (chociaż plan był - nie pożyczać niczego!). O innej książce Khaleda Hosseiniego - Tysiąc wspaniałych słońc pisałam już na początku roku, to jeden z moich ulubionych pisarzy, dlatego oczywiście nie mogłam sobie odmówić nabycia jego kolejnej powieści - I góry odpowiedziały echem. Ponoć jest równie dobra jak poprzednie! Recenzję książki Bóg nigdy nie mruga możecie przeczytać tutaj. Z ostatniej pozycji jestem najbardziej zadowolona - sprezentowałam sobie ją na urodziny, a opowiada o moim ukochanym mieście - Nowy Jork zbuntowany. Miasto w czasach prohibicji, jazzu i gangsterów.

Musze przyznać, że jestem z siebie dumna - takie tempo przyrostu biblioteczki wydaje mi się rozsądne, a każda pozycja na liście czekała od dawna na przygarnięcie, toteż wiem, że nie były to zakupy czy pożyczki czysto emocjonalne. Już nie mogę się tylko doczekać, kiedy się za nie zabiorę.

Czy coś was tutaj szczególnie zainteresowało? A jak u was z kupowaniem - powstrzymujecie się, czy też udzieliła się wam już świąteczna gorączka zakupów?